Przypomniała mi się nieco mnie znana piosenka Lombardu:
Piosenka tekstowo bardzo na czasie, autorstwa Jacka Skubikowskiego. Muzycznie też dobra, mimo, że taka stylistyka obecnie nie jest modna (choć może w sezonie 2014/2015 znów będzie?). Muzyka Grzegorza Stróżniaka - lidera Lombardu i jedynego stałego elementu zespołu przez wszystkie lata.
Dla podkreślenia wysokiego poziomu wykonawczego wokalistki Małgorzaty Ostrowskiej i instrumentalistów, nagranie z koncertu z 1984:
Gdzie teraz się chowa Francis Fukuyama, który głosił koniec historii?
Czy pisałem kiedyś już, że muzyka jest dla mnie bardzo ważna w życiu, ale niestety nie mam pamięci do nazwisk, nazw, tytułów? To piszę :)
Zapuściłem sobie do grania w tle (w ramach poszerzania horyzontów muzycznych) album "Time" Electric Light Orchestry z 1981 roku. I wtem...
... utwór nr 4 na albumie "Ticket to the moon" okazało się, że... znam.
Skąd? Kiedyś, w zamierzchłych latach 90-tych słuchałem radia, różnych stacji radiowych. Tę piosenkę prawdopodobnie puszczało Radio "Pogoda".
Niestety, wszystko co dobre, szybko się kończy. "Pogodę" ktoś tam wykupił i sformatował do małostrawnej papki (stacja chyba istnieje do dziś pod nazwą "Złote przeboje"). Pozostały mi więc "Zetka", "Trójka" i "Radiostacja". Niestety (dokładnych dat nie pamiętam, ale musiało to być ok. 1998-2000) wszystkie trzy się spsiły. Popadały kolejno jak muchy. Najgorzej skończyła "Radiostacja" - w ciągu kilku miesięcy (tygodni?) z fajnej stacji puszczającej wiele rodzajów muzyki upadła do techniawkowej rąbanki. Chyba najdłużej, do ok. 2001, wytrzymałem z nastawioną "Trójką". Ale czar radia dla mnie prysł.
Szkoda tylko tych wszystkich piosenek, które wtedy poznałem, a dziś nie pamiętam ani tytułów, ani wykonawców...
H_Piotr.
PS. Inną taką piosenką, która już jakiś czas temu "wróciła do mnie zza zasłony niepamięci" jest Billy'ego Idola "Rebel Yell"
Przy okazji Świąt Bożego Narodzenia (życzenia świąteczne złożyłem tu - link) małe tłumaczenie węgierskiego utworu:
Jest to piosenka znanego zespołu węgierskiego "Omega" z ich pierwszej płyty "Trombitás Frédi és a rettenetes emberek" ("Trębacz Fredi i ci straszni ludzie") z 1968 roku, a jej tytuł to "Kiskarácsony, nagykarácsony" czyli "Małe Boże Narodzenie, duże Boże Narodzenie". Nie wiem czemu tak (pewnie kolega z teatru miał takie powiedzenie):
Kiskarácsony-nagykarácsony Puha a hó, mint az álom. Most mindenki máshogy szeret Fogd meg te is két kezemet.
Małe Boże Narodzenie, duże Boże Narodzenie
śnieg jest miękki, niczym sen
teraz wszyscy się nawzajem miłują
weź i Ty mnie za ręce
Kiskarácsony-nagykarácsony Eljött éjjel havas szánon. Öszes feje, fáradt keze Elfelejtve ne legyenek.
Małe Boże Narodzenie, duże Boże Narodzenie
Przybyło nocą na ośnieżonych saniach
Ma siwą głowę, spracowane dłonie
Nie zapominajmy o tym.
Kiskarácsony-nagykarácsony Béke legyen, csak ezt vágyom. Az emberek ne öljenek Neveljék a gyerekeket.
Małe Boże Narodzenie, duże Boże Narodzenie
Niech będzie pokój, tylko tego życzę.
Niech ludzie nie zabijają,
niech wychowują swe dzieci
Kiskarácsony-nagykarácsony Eljött éjjel havas szánon. Puha a hó, mint az álom Kiskarácsony-nagykarácsony.
Małe Boże Narodzenie, duże Boże Narodzenie
Przybyło nocą na ośnieżonych saniach
śnieg jest miękki, niczym sen
Małe Boże Narodzenie, duże Boże Narodzenie
Czesław Niemen często jest nazywany "największym niedocenianym artystą polskim".
Kiedy przygotowywałem wpis o Białogardzie (link), trochę poszperałem w sieci o tym artyście. Można o nim chyba powiedzieć, że "jest znany z tego, że był nieznany". Każdy umie zanucić kilka refrenów jego największych przebojów, ale...
...ale od jakiegoś czasu w mej głowie brzmi to dzieło, "o którym mało kto wie":
Świetny otwór. Zaśpiewany a capella (bez instrumentów) co dla mnie jest dodatkowym atutem. No, może ewentualnie w basach podpierał się jakimś klawiszem, ale znam basów, którzy potrafiliby to zaśpiewać :)
Chciałem tu wrzucić też utwór Romualda Twardowskiego - polskiego kompozytora współczesnego (tu co nieco o nim u cioci W), skomponowanego do tych samych słów (ale w oryginale - po łacinie), ale na TyRurze nie ma żadnego wykonania. Może kiedyś się pojawi...
Niewątpliwie międzynarodowy festiwal piosenki w Sopocie jest pamiątką z PRL-u. Wtedy też przeżywał swoje złote lata. Dobra praktyką było śpiewanie przez zagranicznych wykonawców polskich piosenek. Dziś zaśpiewa dla nas zespół Locomotiv GT piosenkę "Hosszú útra kell mennem" ("Muszę wyruszyć w daleką drogę")/"The world watchmaker" czyli po prostu "Zegarmistrza światła purpurowego"*
Oto i występ sprzed niemal 40 lat:
Muzykę napisał Tadeusz Woźniak, tekst Bogdan Chorążuk, na węgierski przetłumaczyła Anna Adamis, a z powrotem na polski - ja :)
Oryginalny tekst piosenki:
Egy bíbor kéz megérint engem, tudom, hogy messze kell majd mennem Égszínkék gondolat fejemben tisztán megyek, ha úgy születtem.
Átfolynak (mind) a napok rajtam, padlók s az ég, hol sosem laktam Megnézem még akit szerettem Nem félek hová kell majd mennem. Moje tłumaczenie (nie wierne, ale - mam nadzieję - piękne): Dotknęła mnie purpurowa dłoń Wiem już, że będę musiał daleko pójść Myśli w mojej głowie są błękitne jak niebo Idę oczyszczony, jak nowonarodzony Przepływają przez mnie wszystkie dni I podłogi i niebo, gdzie nigdy nie mieszkałem Jeszcze tylko spojrzę na tę, którą kochałem Nie boję się miejsca, do którego będę zdążał
* - Nie wiem, czemu tytuł angielski brzmi "The world watchmaker". Może ktoś zgubił przy tłumaczeniu literkę "ł" i z zegarmistrza światła zrobił zegarmistrza świata?
Rzadko piszę recenzje, ale jak już, to od razu na dwóch blogach. Ta będzie ściśle związana z Warszawą.
Wczoraj wybrałem się na pokaz fontann na skwerze im. I Dywizji Pancernej. Nie słyszeliście o takim? Nic nie szkodzi. Chodzi o skwer u podnóża skarpy wiślanej na wysokości Nowego Miasta.
Fontanny były drogie, miały być świetną rozrywką dla ludu. No i są.
A teraz w podpunktach (bo tak szybciej i klarowniej) wyłuszczę plusy i minusy nowomiejskich podskarpianych fontann.
Plusy:
1. Dobrze, że są. Choć widać, że popyt na nie jest tak duży zarówno w dzień, jak i wieczorem przy pokazach, że powinny taki stać chyba w każdej dzielnicy.
2. Są w niezłym miejscu. Z jednej strony w Śródmieściu, a z drugiej w dość spokojnym miejscu.
3. Naprawdę sprawdzają się w ciągu dnia.
I to chyba koniec plusów. Minusy dzielą się na te związane z umiejscowieniem, wykonaniem itp. oraz na te bezpośrednio związane z programem "artystycznym":
1. Główny zarzut, z którego wynika wiele innych to taki, że pomysłodawcy i projektanci nie przewidzieli, że fontanny staną się tak popularne.
2. Pokaz pierwotnie był tylko raz w tygodniu. teraz jest dwa razy - w piątki o soboty o 21.30. A czemu w czasie wakacji nie jest codziennie?
3. Z powodu takiego, a nie innego umiejscowienia fontanny i niewycięcia części drzew (co oczywiście samo w sobie jest bardzo dobre) niewiele jest miejsc, z których fontannę naprawdę dobrze widać.
4. Mimo, że to teren otwarty, to tak naprawdę są tylko 3 wejścia - od południa, od północy i z góry skarpy po schodach. To samo z wyjściami po skończonym pokazie.
5. Zupełnie nierozwiązana kwestia parkingowa. Obecnie i tak ponoć jest lepiej, niż miesiąc temu, bo wtedy kierowcy wjeżdżali prosto do parku i parkowali na trawie. Teraz "jedynie" obstawili wszelkie chodniki (nawet tam, gdzie stoją znaki zakazu zatrzymywania), a przejeżdżający Wisłostradą spowodowali korek gapiąc się na pokaz. Stały tam co prawda dwa radiowozy, ale policjanci nic nie zrobili (albo to, co robili było nieudolne). Strażników miejskich wlepiających mandaty nieprawidłowo parkującym kierowcom nie uświadczyłem.
6. Tłumy były tak niemiłosierne, że przychodząc godzinę przed pokazem ledwo udało mi się zająć miejsce, z którego dobrze wszystko widziałem. Oczywiście nie jest to wada samych fontann, ale łączy się z punktem nr 2.
7. Fatalne nagłośnienie. Zaprojektowane chyba pod pokaz dla 300 ludzi, a nie dla 3000. W dodatku jakiś debil w samochodzie stanął na prawym pasie Wisłostrady na cały pokaz z włączonym umcyk-umcyk i policjanci oczywiście nic mu nie zrobili. Jego łupanina było dużo głośniejsza od muzyki z pokazu. Czasem o tyle, że nie mogłem rozpoznać melodii.
8. Sam pokaz był NIEMIŁOSIERNIE NUDNY I NIECIEKAWY.
Pod "Mam tak samo, jak Ty..." szły filmiki przedstawiające Warszawę - zbiór przypadkowych ujęć pokazujących przejeżdżające samochody i przechodzących pieszych. Cykl "Legendy warszawskie" stanowił zbiór laserowych nieruchomych obrazków zmieniających się na tyle szybko, że niektórych z nich nie rozszyfrowałem. Przez cały ten czas fontanny były WYŁĄCZONE, a filmiki i obrazki wyświetlane na wodnej mgiełce.
Jedyne ciekawe fragmenty, to te, w których rzeczywiście fontanna "tańczyła" i "mrugała" w takt muzyki. A były to dwa utwory - walc z "Nocy i dni" oraz nierozpoznana przez mnie melodia zagłuszona przez łupaninę drechola. Ta najciekawsza część trwała jakieś 6 minut...
9. Pokaz był stanowczo za krótki - trwał jedynie 23 minuty (co w kontekście nudy i beznadziei może być paradoksalnie atutem).
10. Jak już opisałem szerzej w punkcie 8. - obecny pokaz nie wykorzystuje możliwości technicznych fontanny. Czyli są to pieniądze wyrzucone w błoto.
11. raz się zaśmialiśmy na cały głos (aż ktoś nas uciszał) - kiedy "Legendę o Bazyliszku" przetłumaczono na angielski jako "The legend of the Basilisk".
12. Połowa ludzi widziała wszystkie laserowe wyświetlanki w lustrzanym odbiciu. Nie przeszkadza to zbytnio przy obrazkach, ale gdy pojawiał się tekst, to tak. Zaś część ludzi, którzy nieopatrznie usiedli w "złym" miejscu, laserowych wyświetlanek nie widziała w ogóle.
Podsumowując:
Jestem mocno rozczarowany wieczornym pokazem. Dużo lepszy i ciekawszy widziałem dwa lata temu w dwudziestopięciotysięcznym Wągrowcu w Wielkopolsce. Nie mam poczucia straconego czasu tylko z powodu miłego towarzystwa i krótkiego czasu trwania tej pomyłki. Szczerze odradzam pójście tam wieczorem. Dopóki nie zmienią programu pokazu, nie wrócę. Natomiast sama fontanna spełnia swoje zadanie w ciągu dnia. Ale widać, jak Warszawa jest w tym temacie zaniedbana - były tam tłumy z chyba całej Warszawy. Każda dzielnica powinna mieć po takiej fontannie.
H_Piotr.
PS. Taki sam tekst wrzucam na mój drugi blog - Fenomen Warszawy. Tu bardziej pasuje tematycznie, ale tam może dotrze do większej liczby czytelników. Bo ja naprawdę szczerze odradzam wybieranie się na ten pokaz.
Dawno mnie tu nie było, za co przepraszam, ale po prostu musiałem.
Jak już kiedyś wspomniałem, Gabor Presser i Anna Adamis, czyli ludzie piszący w Omedze muzykę i teksty w latach 1968-1970 (m.in. do "Dziewczyny o perłowych włosach", którą przetłumaczyłemTUTAJ) odeszli w 1970 i założyli zespół Locomotiv GT. Dzięki temu przez całe lata 70-te mieliśmy dwa świetne zespoły zamiast jednego :)
Dziś porównam dwie piosenki o miłości obu tych zespołów. Piosenkę "Nélküled" ("Bez Ciebie") Omegi z płyty "Omega 7 - Időrabló" z 1977 roku oraz piosenkę "Vallomás" ("Wyznanie") LGT z płyty "Bummm" z roku 1973. Tekst pierwszej z nich napisał Péter Sülyi, a drugiej Anna Adamis. Jak zwykle, tłumaczenia są moje własne, więc prawa do nich należą do mnie.
No to jazda!
Omega "Nélküled" ("Bez Ciebie")
Csillagok, ha fényüket vesztenék Ha minden út elhagyná megunt helyét Parttalan óceán volna az éjszakám Amiben hozzád sosem érek Száz nyitott kapuban állnék egymagam Hol a hang, mely hív, hogy lépjek?
Gwiazdy, gdyby one straciły swoje światło,
Gdyby każda droga znudzona swym miejscem, opuściła je.
Moje serce stałoby się bezkresnym oceanem,
W którym nie mógłbym Cię dosięgnąć.
Stałbym sam przed stu otwartymi bramami,
A skąd doszedłby głos zapraszający, abym wszedł?
Árnyamon árnyadat keresném. Nélküled hűlt helyed, még szeretném Várnék éveket, hogy megérintselek Egyedül úgy fázik a lélek Visszhang mely nem felel Határ a semmivel, úgy élnék, várva téged
Szukałbym Twego cienia w moim cieniu.
Bez Ciebie wciąż kochałbym wystygnięte po Tobie miejsce.
Czekałbym latami, by Ciebie dotknąć
Samotna dusza tak bardzo marznie,
Echo, które nie odpowiada
Graniczy z niczym, tak żyłbym czekając na Ciebie
Csillagok, ha fényüket vesztenék
Ha minden út elhagyná megunt helyét
Élnék nélküled, de nem tudnám minek
Amit adsz, nekem az az élet
Várnék éveket, hogy megérintselek
Nem elég csak megígérned
Gwiazdy, gdyby one straciły swoje światło,
Gdyby każda droga znudzona swym miejscem opuściła je.
Żyłbym bez Ciebie, ale sam nie wiedziałbym po co
Czekałbym latami, by Ciebie dotknąć
To, co mi dajesz, to życie
Nie wystarczy byś tylko przysięgła
---
Locomotiv GT "Vallomás" (Wyznanie")
Előbb lépnek el a hegyek, Előbb szólnak rád a kövek, Előbb megy vissza a folyó, Mint téged elér egy szó. Előbb téved el egy madár, Mint még egyszer az, ki végre rád talált.
Prędzej kamienie przemówią,
Prędzej góry zstąpią,
Prędzej rzeka zawróci,
Niż Ciebie dosięgnie słowo.
Prędzej ptak zmyli drogę,
Niż ten, kto w końcu Cię odnalazł
Az vagy nekem mint földnek az ég,
Az vagy nekem, mint égnek a kék,
Az vagy nekem, mint télnek a hó,
Az vagy nekem, mint csendnek a szó.
Jesteś dla mnie, niczym niebo dla ziemi,
Jesteś dla mnie, niczym błękit dla nieba,
Jesteś dla mnie, niczym śnieg dla zimy,
Jesteś dla mnie, niczym słowo dla ciszy.
Előbb fagynak meg a szavak,
Előbb csalhatod meg magad,
Előbb felejted el neved,
Mint elengedném két kezed,
Előbb ne lássam az eget,
Mint, hogy elfordítod tőlem léptedet.
Prędzej słowa zamarzną,
Prędzej mnie omamisz,
Prędzej zapomnisz swojego imienia,
Niż wypuszczę Twoje dłonie (z moich)
Niech już prędzej nie zobaczę nieba,
Jeślibyś miała odwrócić ode mnie swoje kroki
Az vagy nekem, mint földnek az ég,
Az vagy nekem, mint égnek a kék,
Az vagy nekem, mint télnek a hó,
Az vagy nekem, mint csendnek a szó
Jesteś dla mnie, niczym niebo dla ziemi,
Jesteś dla mnie, niczym błękit dla nieba,
Jesteś dla mnie, niczym śnieg dla zimy,
Jesteś dla mnie, niczym słowo dla ciszy.
---
Jak widać, oba zespoły mocno odpływały w swych tekstach od rzeczywistości w tamtych czasach (aczkolwiek nie są to ich szczytowe osiągnięcia w tym temacie). Pewnie z jednej strony wynikało to z klimatu tamtych czasów - spalili wtedy łącznie chyba parę kilogramów trawy - ale na pewno też z powodu kłopotów z cenzurą.
Czy chcecie, żebym następnym razem przetłumaczył dla Was tekst Omegi, którego cenzura nie puściła od 1972 roku aż do 1990 kiedy upadł gulaszowy komunizm?
Dziś zaproponuję Wam mało znaną (a jedną z lepszych) piosenkę Omegi - najbardziej znanego wegierskiego zespołu rockowego. Tytuł "Ahol a boldogságot osztották" znaczy "Tam, gdzie rozdawano szczęście". Oryginalny węgierski tekst i moje tłumaczenie poniżej:
Ahol a boldogságot osztották, nem álltam a sorba. Tolongott a nagy tömeg, én még kicsi voltam, De remélem, hogy szerencsés leszek. Nie stanąłem do kolejki tam, gdzie rozdawano szczęście, Tłum się tłoczył, a ja jeszcze byłem mały, Ale mam nadzieję, że kiedyś będę szczęśliwy.
Ahol a boldogsághoz vitt az út, kíváncsian álltam. Félrelöktek, s nem hagyták azt sem, hogy meglássam, De remélem, hogy szerencsés leszek.
Stałem zaciekawiony tam, gdzie droga wiedzie do szczęścia. Odepchnęli mnie i nie pozwolili mi nawet spojrzeć. Ale mam nadzieję, że kiedyś będę szczęśliwy. Mikor a boldogság az árnyékát majdnem rám vetette, Megkérdezte, ki vagyok, s nem jött közelebbre, De remélem, hogy szerencsés leszek.
Kiedy cień szczęścia prawie mnie ogarnął, Zapytał, kim jestem i nie podszedł bliżej, Ale mam nadzieję, że kiedyś będę szczęśliwy.
Mivel a boldogságnak ára van, nem vettem meg mégse. Egy nap mondtam, s egymagam indultam el érte. De remélem, hogy szerencsés leszek.
Ponieważ była cena na szczęście, i tak go nie kupiłem. Pewnego dnia powiedziałem i samotnie po nie wyruszyłem. Ale mam nadzieję, że będę kiedyś szczęśliwy. --- Tekst napisała Anna Adamis, muzykę Gábor Presser. Oboje w dwa lata później odeszli z Omegi, by założyć Locomotiv GT. Omega na tym nie straciła. Koniec końców lepiej mieć dwa dobre zespoły, niż jeden :)
Dziś specjalnie dla Was kolejne tłumaczenie mojego autorstwa. Niezapomniana piosenka "Dziewczyna o perłowych włosach" Omegi.
Tytułem wstępu. Moze się kiedyś zastanawialiście, jak dziwnym językiem musi być węgierski, skoro tytuł, który w oryginale składa się z dwóch słów, u nas składa się z czterech? To prostsze, nizby się wydawało: Gyöngyhajú lány = Perlistowłosa dziewczyna O, i juz jedna zagadka rozwiązana.
Drugą jest pewnie dziwne wrazenie, ze jedyne, co rozumiemy ze śpiewu wokalisty, to "kiszki elefant". I tu przeczucie nas (połowicznie) nie zawiodło. Co prawda Janos Kobor nie śpiewa o kiszkach, ale o słoniu jak najbardziej.
No to jazda:
Egyszer a nap Úgy elfáradt, Elaludt mély, Zöld tó ölén, Az embereknek Fájt a sötét, Ô megsajnált, Eljött közénk
Pewnego razu słońce tak się zmęczyło, że zasnęło w toni* głębokiego, zielonego jeziora. Ludzi bolała ta ciemność. Ona pożałowała i przyszła pomiędzy nas.
Igen, jött egy gyöngyhajú lány, Álmodtam, vagy igaz talán, Így lett a föld, az ég Zöld meg kék, mint rég, Igen, jött egy gyöngyhajú lány, Álmodtam, vagy igaz talán... Lá, lá...
Tak, przyszła dzewczyna o perłowych włosach, śniłem, czy może to było naprawdę, oto, jak dawniej, niebo stało się niebieskie, a ziemia zielona, Tak, przyszła dziewczyna o perłowych włosach śniłem, czy może to było naprawdę, la, la...
A hajnal kelt, Õ hazament, Kék hegy mögé, Virág közé, Kis kék elefánt Mesét mesélt, Szép gyöngyhaján Alszik a fény.
Wstał świt, ona poszła do domu za niebieską górę pomiędzy kwiaty Mały niebieski słoń opowiada bajkę a światło pięknie śpi na perlistowłoso
Igen, él egy gyöngyhajú lány, Álmodtam, vagy igaz talán, Gyöngyhaj azóta rég Mély tengerbe ért, Igen, él egy gyöngyhajú lány, Álmodtam, vagy igaz talán...
Tak, istnieje dziewczyna o perłowych włosach śniłem, czy może to było naprawdę, perłowe włosy od wtedy sięgają wgłąb morza Tak, istnieje dziewczyna o perłowych włosach śniłem, czy może to było naprawdę,
Mikor nagyon Egyedül vagy, Lehull hozzád Egy kis csillag, Hófehér gyöngyök Vezessenek, Mint jó vándort Fehér kövek
Kiedy jesteś bardzo samotny spadnie dla ciebie gwiazdka niech śnieżnobiałe perły prowadzą Cię, jak dobrego wędrowca białe kamienie
Igen, ébredj, gyöngyhajú lány Álmodtam, vagy igaz talán Ránk vár gyöngye mögött Ég és föld között
Tak, obudź się dziewczyno o perłowych włosach śniłem, czy może to było naprawdę, czeka na nas za swoimi perłami między niebem, a ziemią.
Igen, hív, egy gyöngyhajú lány, Álmodtam, vagy igaz talán, Rám vár gyöngye mögött, Ég és föld között, Igen, hív, egy gyöngyhajú lány, Álmodtam, vagy igaz talán...
Tak, dziewczyna o perłowych włosach wzywa śniłem, czy może to było naprawdę, czeka na mnie za swoimi perłami, między niebem, a ziemią
Jest takie powiedzenie, ze tłumaczenie jest jak kobieta - albo piękne albo wierne. Mam wrazenie, ze moje tłumaczenie nie jest ani piekne ani wierne. Ale za to moje. Przed wykonaniem go nie podpatrywałem zadnych, ale to zadnych tłumaczeń na polski ani na angielski.
Witam, dzisiejszym postem zacznę serię tłumaczeń węgierskich piosenek na "nasze". Na pierwszy ogień piosenka zespołu Locomotiv GT pod tytułem "És jött a doktor" z albumu "Bumm" z 1975 roku. Jedna z moich ulubionych piosenek tego zespołu i w ogóle.
1. És jött a doktor, és azt mondta, hogy nagyon beteg vagyok. Vigyázz magadra! - szólt a nővér, És belémtöltött néhány csepp Fagifort. De nekem nem kell, nekem de nem kell gyógyszer,Adjon valami mást:
R. : A zene, a zene, a zene, a zene, a zene, a zene kell! :
2. És jött a doktor, és azt mondta, hogy ép testben épp hogy élek, És szólt a nővér: - Dobja el azt a ronda cigarettavéget! : Felírtak mindent, hogy naponta szedjem, : : Egyszer-kétszer-háromszor-négyszer, : Egyszer-kétszer-háromszor-négyszer.
R.
3. És jött a doktor, és azt mondta, hogy gyógyultan távozhatom, És jött a nővér, ó nagyon szép volt, és azt mondta, hogy holnap táncolhatok, de nekem más kell:
R.
1. I przyszedł doktor, i orzekł, że jestem ciężko chory Uważaj na siebie! - powiedziała pielęgniarka zakraplając mi Fagifor* Ale mi nie trzeba, nie trzeba mi, nie trzeba mi lekarstw, dajcie mi coś innego.
R. Trzeba mi muzyki, muzyki, muzyki.
2. I przyszedł doktor i powiedział, że z badań wynika, że żyję, a siostra rzekła: Wyrzuć tego okropnego kiepa! Zapisał mi tyle tego, bym brał to codziennie Raz - dwa razy - trzy razy - cztery razy dziennie
R. Trzeba mi muzyki, muzyki, muzyki.
3. I przyszedł doktor i orzekł, że już jestem zdrów i mogę się wypisać i przyszła pielęgniarka, oj była piękna i szepnęła, że jutro możemy potańczyć, ale mi trzeba czego innego.
R. Trzeba mi muzyki, muzyki, muzyki.
* - takie lekarstwo
Prawa autorskie do tłumaczenia należą do mnie - Hrabiego_Piotra.