Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2011. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2011. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 grudnia 2011

ZAGADNIENIE BRAM DEBRECZYŃSKICH

Do kampusu, w którym mieszkam, prowadzą dwie bramy samochodowo-piesze i dwie furtki tylko dla pieszych. Jedna z bram jest stale zamknięta - tylko furtka koło niej jest otwarta.

Na weekendy zamykane są wszystkie furtki poza jedną (tą obok drugiej bramy samochodowej). Nawet nie naraz - ta przy głównym budynku wykładowym zamykana jest już w sobotę rano, a ta przy akademiku oraz furtka przy drugiej bramie dopiero w niedzielę rano. Wszystkie trzy otwierane są w niedzielę wieczorem lub poniedziałek wczesnym rankiem.

Jakiś pracownik co tydzień musi przejść przez cały teren trzykrotnie, pozamykać, pootwierać, a i tak zawsze da się i wejść i wjechać Studenci muszą jednak nadkładać drogi idąc do sklepu, "do miasta", czy dokądkolwiek.

Nie rozumiem.

H_Piotr.


piątek, 21 października 2011

MUZEUM MIEJSKIE W GDYNI

Latem tego roku wizytowałem Trójmiasto, a właściwie Dwumiasto, bo w Sopocie nie byłem.
Cztery lata temu otwarto w Gdyni nowy gmach muzeum miejskiego.
Wszedłem tam właściwie tylko dlatego, że zaczął padać deszcz, ale nie żałowałem.
Budynek prezentuje się lepiej niż dobrze, znakomicie wpasowuje się w nieforemną działkę.
Szczególnie dobrze wypadają schody.
Z klatki schodowej widać samoloty i pojazdy wojskowe zgormadzone przez Muzeum Marynarki Wojennej.
Ale my tu nie o wojnie, a o tym, z czego Gdynia jest znana, czyli o modernistycznej architekturze.

Na wystawie stałej pokazano krótką, ale ciekawą historię Gdyni oraz próbowano wskrzesić typowe przedwojenne mieszkanie klasy średniej.
W tej lampie się zakochałem po raz pierwszy, gdy widziałem ją na Zamku Królewskim w Warszawie na wystawie o dwudziestoleciu międzywojennym.
Ale wystawa czasowa była równie interesująca - zdjęcia modernistycznych obiektów Gdyni wraz z adresami i nazwiskami architektów. Niektóre sobie spisałem - będą w sam raz do odwiedzenia następnym razem.
A tymczasem wielkimi krokami zbliża się gdański modernizm. Inny niż gdyński.

H_Piotr.

niedziela, 9 października 2011

ZACHODY SŁOŃCA NAD WIELKĄ RÓWNINĄ WĘGIERSKĄ

Pomimo, że mieszkam zaledwie na drugim piętrze, to dzięki:
- lokalizacji na skraju miasta Debreczyna
- niezmiernej płaskości Wielkiej Równiny Węgierskiej (Alföld)
mam codziennie piękny widok na zachód słońca.







H_Piotr.

czwartek, 6 października 2011

WYBORY 2011 - JA JUŻ JESTEM PO...

Opowiem Wam dziś, jak to się stało, że już zagłosowałem, choć piszę to w czwartek, 6 października.

Przed wyjazdem na Węgry udałem się do urzędu dzielnicy po niniejsze zaświadczenie, że mogę głosować poza moją komisją obwodową. Jednak, jak to mówią, nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu.
Jako, że mieszkam a Debreczynie, czyli ponad 200 km od Budapesztu - jedynego miasta na Węgrzech, w którym istnieje komisja wyborcza - musiałbym z tym zaświadczeniem jechać tam. Napisałem więc maila do ambasady polskiej, że chcę zagłosować korespondencyjnie. Napisałem 21 września w środę. Odpisali mi 26 w poniedziałek, że owszem, mogę zagłosować korespondencyjnie, ale tylko jeśli odeślę im oryginał tego zaświadczenia w trybie reklamacji i zdążę z tym do czwartku, 29 września. Zaraz po tym miła pani z ambasady również zadzwoniła do mnie, aby potwierdzić to, co przed chwilą napisała w mailu.
okazało się, że po prostu nie powinienem był iść po to zaświadczenie, a dopiero na Węgrzech zapisać się przez internet do korespondencyjnego głosowania.

Nie pozostało mi nic innego, jak pobiec na pocztę jeszcze tego samego dnia po południu (na szczęście poczta koło mnie jest otwarta do 19.00, co nie jest na Węgrzech takie oczywiste) i wysłać zaświadczenie do Budapesztu licząc, że dojdzie w 3 dni. Gdyby nie doszło, czekałaby mnie przymusowa wycieczka do Budapesztu w najbliższą niedzielę.

Doszło nawet w 2 dni, bo już w czwartek otrzymałem list z kartami do głosowania. Uff, wpadka zażegnana:

Żeby było śmieszniej, list czekał na mnie w recepcji sąsiedniego akademika, gdzie recepcjonista, który mnie nie zna nawet z widzenia, wydał mi go na nazwisko - bez pokazywania żadnego dowodu. Mógłby go więc odebrać każdy, komu nieopatrznie wyjawiłbym, że czekam na list z polskiej ambasady.
Uwieczniłem wiekopomną chwilę otwierania koperty:
Oto cały zestaw:
Nazwiska skreślałem siedząc przy biurku przed komputerem i popijając piwko ;)
Tak, jak wszyscy głosujący za granicą, głosowałem na kandydatów startujących z Warszawy, a konkretnie to do senatu z okręgu nr 44. (Śródmieście, Białołęka, Bielany, Żoliborz) zamiast mojego "macierzystego" okręgu nr 43. Do sejmu natomiast miałem tę samą kartę, jaką dostałbym głosując w Warszawie. Tak to się ma do znanego twierdzenia, jakoby "Warszawa była blisko władzy".

Warszawiakom "wpychają się do urny" setki tysięcy ludzi siedzących w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Niemczech i wszędzie indziej na świecie.

Jeszcze tylko podpis, że głos oddałem osobiście i że się z nim zgadzam i ładujemy wszystko do koperty.

Łącznie głosowanie kosztowało mnie dwukrotne pójście na pocztę oraz 775 forintów (dwa polecone priorytetowe listy do Budapesztu).

H_Piotr.

PS. Jest jeszcze jeden ogromny plus bycia przed wyborami za granicą - ominęła mnie "kampania" wyborcza w mediach.

wtorek, 4 października 2011

ZMARŁ ZNANY ARCHITEKT - IMRE MAKOVECZ

Kilka dni temu zmarł chyba najbardziej znany obecny węgierski architekt - Imre Makovecz.

Cokolwiek się sądzi o jego projektach ("architektura organiczna"), to jednak trzeba przyznać, że odcisnął on piętno na wyrazie węgierskiej architektury współczesnej. Równie silne, jak Kuryłowicz na polskiej, ale niejako... w drugą stronę.

Niestety, nic mi nie wiadomo o jakiejkolwiek realizacji w Debreczynie (którą mógłbym sfotografować i Wam pokazać). Jest tylko jeden kościółek "á la Makovecz", ale to chyba nie jego dzieło, a jakiegoś naśladowcy:


H_Piotr.

wtorek, 27 września 2011

WĘGRY, DEBRECZYN - PRZYJAZD

Ostatnia przerwa we wpisach spowodowana była moim wyjazdem na Węgry, do Debreczyna. Piszę nie dlatego, że wróciłem (bo nie wróciłem), ale dlatego, że pobyt na Węgrzech przez najbliższe 5 miesięcy nie jest żadnym powodem do braku wynurzeń - ba, jest wręcz świetnym powodem do następnych. Od teraz mniej więcej co drugi wpis będzie na temat Debreczyna, Węgier i Węgrów.

Do Debreczyna przyjechałem pociągiem. Wysiadłem na stacji i oto, czym mnie Debreczyn powitał:
Z jednej strony to dobrze, że ostrzegają przed kieszonkowcami, ale z drugiej... No właśnie, pierwsze wrażenie się liczy, a moje pierwsze było takie, że tu kradną.
Jak na razie nikt mnie tu nie okradł.
Stej tjuned,
H_Piotr.

czwartek, 1 września 2011

MALBORK - CZ. 4, MODERNIZM MIĘDZYWOJENNY

Dziś wielka chwila. To, na co wszyscy tak naprawdę czekali - międzywojenny modernizm malborski. Na początek kamieniczka przy ul. Mickiewicza koło Grunwaldzkiej.
Ten portal, ach ten portal!
Robi się goręcej i jedziemy ulicą Reymonta (obok tej nieszczęśnie nadbudowanej szkoły).
Przepraszam za beczkowanie obiektywu, ochlej jeden :)

Nawet wzór na drzwiach był dopasowany do architektury budynku. Co ciekawe, przetrwały te drzwi tyle lat i zawieruch.
Szkoła neogotycko-modernistyczna. Tzn. większość budynku jest neogotycka, ale został on poszerzony w latach 20-tych XX wieku.
Co ładnie widać na poniższym zdjęciu:
A teraz créme de la créme, czyli tzw. Nowy Ratusz. Z początku widzimy go od boku i jeszcze nie wiemy, jakie na nas wspaniałe wrażenie zrobi :)
Ale kiedy obchodzimy go dookoła (niestety, pod słońce...), zauważamy z jakiej klasy dziełem mamy do czynienia.

Ten budynek mógłby śmiało stanąć w Gdańsku, Królewcu, albo nawet i samej Warszawie :)

Detale portalu przywodzą na myśl twórczość Jana Koszczyc-Witkiewicza (np. gmachy SGH na Mokotowie).

Jest po prostu bardzo elegancko!

Te detale z cegiełek...
Bardzo się namęczyłem robiąc te zdjęcia - z powodu ustawienia niemal centralnie pod słońce. Rada dla tych, którzy chcieliby sobie ten ratusz obejrzeć oświetlony - idźcie tu rano, przed pójściem na zamek.
Ale nie napisałem, gdzie - na plac Słowiański, na róg Al. Rodła i ul. Armii Krajowej.

W tle druga z malborskich wież ciśnień, która pojawi się w następnym odcinku.
Czy na was malborski nowy ratusz też robi tak mocne i dobre wrażenie, jakie zrobił na mnie? Może jest za ciemny? Za ciężki? Co o nim sądzicie?

H_Piotr.

niedziela, 28 sierpnia 2011

MALBORK - CZ. 3, MIASTO

Tym razem czeka nas wędrówka przez style reprezentowane w Malborku.
Na pierwszy rzut secesja przy ul. Słowackiego:
Neogotyk też się znajdzie.
Piękna kamienica na rogu ul. Grunwaldzkiej i ul. 17 Marca:
Neogotyckie koszary na przeciwległym rogu tych dwóch ulic.
I widziane od dziedzińca, od ul. Derdowskiego:
To po prawej to kaplica Baptystów na rogu Jagiellońskiej i Grunwaldzkiej:
Nie ma co lukrować, nie jest w całym Malborku tak różowo, jak na kilku ostatnich zdjęciach:
A to już kolonia robotnicza przy malborskiej cukrowni, ulica Orzeszkowej:
Jest i sama cukrownia przy ul. Sikorskiego:
Zaczęliśmy secesją, to i pod koniec pokażmy ją. Ulica Reymonta:

Nie, nie możemy się przesłodzić. Na koniec budowlany hardkor, czyli przedwojenna szkoła nadbudowana o tysiąclatkę:
Ale za to w następnym odcinku będzie to, na co tak naprawdę wszyscy czekali - malborski modernizm międzywojenny :)

H_Piotr.