czwartek, 18 sierpnia 2011

MALBORK - CZ. 1, DWORZEC KOLEJOWY

Malbork Marienburg railway station dworzec w Malborku zamek krzyżacki w Malborku Marienburg what to see in Malborktu umieszczamy tekst

Odwiedziłem niedawno Malbork, w którym po raz ostatni byłem, bagatela, 14 lat temu. oczywiście głównym celem był gotycki zamek krzyżacki wpisany na listę UNESCO. Ale nie był celem jedynym.
Malbork Marienburg railway station dworzec w Malborku zamek krzyżacki w Malborku Marienburg what to see in Malbork
W najbliższych kilku wpisach przybliżę Wam Malbork jako miasto żyjące w cieniu zamku.
Malbork Marienburg railway station dworzec w Malborku zamek krzyżacki w Malborku Marienburg what to see in Malbork
Ale oczywiście sam zamek też będzie :)
Malbork Marienburg railway station dworzec w Malborku zamek krzyżacki w Malborku Marienburg what to see in Malbork
A tymczasem patrzymy na dworzec kolejowy wybudowany w stylu neogotyckim nieco ponad 100 lat temu. Wita on wszystkich gości przyjeżdżających do Malborka pociągiem (a jest ich sporo, w tym zagranicznych, w tym z bardzo nieraz odległych krain).
Malbork Marienburg railway station dworzec w Malborku zamek krzyżacki w Malborku Marienburg what to see in Malborktu umieszczamy tekst
Sam dworzec jest teraz w remoncie, placyk przed nim jest już wyremontowany i zmodernizowany - ograniczono ruch kołowy.
Malbork Marienburg railway station dworzec w Malborku zamek krzyżacki w Malborku Marienburg what to see in Malborktu umieszczamy tekst
Natomiast same pociągi jeszcze tkwią w poprzedniej epoce.
Malbork Marienburg railway station dworzec w Malborku zamek krzyżacki w Malborku Marienburg what to see in Malborktu umieszczamy tekst
W poprzedniej epoce tkwi również informacja turystyczna i oznaczenie trasy do zamku. Gdyby nie mapa wydrukowana z internetu, nie wiedziałbym dokąd iść. A na zdjęciu wieża ciśnień - jedna z dwóch, jakie w Malborku widziałem.
Malbork Marienburg railway station dworzec w Malborku zamek krzyżacki w Malborku Marienburg what to see in Malborktu umieszczamy tekst
Budynek przy placu przeddworcowym - vis a vis dworca. Wybudowany w latach 20-tych XX wieku, więc w okresie przynależności Malborka do Niemiec. Ale jakoś tak dziwnie podobny do "polskiego narodowego stylu dworkowego". A może ten styl wcale nie jest taki czysto polski?

W następnym odcinku nieco Starego Miasta, które (poza nielicznymi wyjątkami) wcale nie jest stare.

H_Piotr.

poniedziałek, 11 lipca 2011

CIEPŁY LETNI DESZCZ

Na moim podwórku zainstalowały się jakieś kilkunastoletnie matoły spod znaku K..., P..., Ch... i puszczania "Emotion" z komórki. Nie mieszkają tu, oczywiście pod swoimi domami nie zamierzają hałasować.

Równo o godzinie 22.00, jak na zamówienie lunął deszcz i matoły się zmyły.

Siły natury w służbie człowieka :)

H_Piotr.

niedziela, 10 lipca 2011

PARK FONTANN - RECENZJA Z POKAZU

Rzadko piszę recenzje, ale jak już, to od razu na dwóch blogach. Ta będzie ściśle związana z Warszawą.

Wczoraj wybrałem się na pokaz fontann na skwerze im. I Dywizji Pancernej. Nie słyszeliście o takim? Nic nie szkodzi. Chodzi o skwer u podnóża skarpy wiślanej na wysokości Nowego Miasta.

Fontanny były drogie, miały być świetną rozrywką dla ludu. No i są.

A teraz w podpunktach (bo tak szybciej i klarowniej) wyłuszczę plusy i minusy nowomiejskich podskarpianych fontann.

Plusy:
1. Dobrze, że są. Choć widać, że popyt na nie jest tak duży zarówno w dzień, jak i wieczorem przy pokazach, że powinny taki stać chyba w każdej dzielnicy.
2. Są w niezłym miejscu. Z jednej strony w Śródmieściu, a z drugiej w dość spokojnym miejscu.
3. Naprawdę sprawdzają się w ciągu dnia.

I to chyba koniec plusów. Minusy dzielą się na te związane z umiejscowieniem, wykonaniem itp. oraz na te bezpośrednio związane z programem "artystycznym":
1. Główny zarzut, z którego wynika wiele innych to taki, że pomysłodawcy i projektanci nie przewidzieli, że fontanny staną się tak popularne.
2. Pokaz pierwotnie był tylko raz w tygodniu. teraz jest dwa razy - w piątki o soboty o 21.30. A czemu w czasie wakacji nie jest codziennie?
3. Z powodu takiego, a nie innego umiejscowienia fontanny i niewycięcia części drzew (co oczywiście samo w sobie jest bardzo dobre) niewiele jest miejsc, z których fontannę naprawdę dobrze widać.
4. Mimo, że to teren otwarty, to tak naprawdę są tylko 3 wejścia - od południa, od północy i z góry skarpy po schodach. To samo z wyjściami po skończonym pokazie.
5. Zupełnie nierozwiązana kwestia parkingowa. Obecnie i tak ponoć jest lepiej, niż miesiąc temu, bo wtedy kierowcy wjeżdżali prosto do parku i parkowali na trawie. Teraz "jedynie" obstawili wszelkie chodniki (nawet tam, gdzie stoją znaki zakazu zatrzymywania), a przejeżdżający Wisłostradą spowodowali korek gapiąc się na pokaz. Stały tam co prawda dwa radiowozy, ale policjanci nic nie zrobili (albo to, co robili było nieudolne). Strażników miejskich wlepiających mandaty nieprawidłowo parkującym kierowcom nie uświadczyłem.
6. Tłumy były tak niemiłosierne, że przychodząc godzinę przed pokazem ledwo udało mi się zająć miejsce, z którego dobrze wszystko widziałem. Oczywiście nie jest to wada samych fontann, ale łączy się z punktem nr 2.
7. Fatalne nagłośnienie. Zaprojektowane chyba pod pokaz dla 300 ludzi, a nie dla 3000. W dodatku jakiś debil w samochodzie stanął na prawym pasie Wisłostrady na cały pokaz z włączonym umcyk-umcyk i policjanci oczywiście nic mu nie zrobili. Jego łupanina było dużo głośniejsza od muzyki z pokazu. Czasem o tyle, że nie mogłem rozpoznać melodii.

8. Sam pokaz był NIEMIŁOSIERNIE NUDNY I NIECIEKAWY.
Pod "Mam tak samo, jak Ty..." szły filmiki przedstawiające Warszawę - zbiór przypadkowych ujęć pokazujących przejeżdżające samochody i przechodzących pieszych. Cykl "Legendy warszawskie" stanowił zbiór laserowych nieruchomych obrazków zmieniających się na tyle szybko, że niektórych z nich nie rozszyfrowałem. Przez cały ten czas fontanny były WYŁĄCZONE, a filmiki i obrazki wyświetlane na wodnej mgiełce.
Jedyne ciekawe fragmenty, to te, w których rzeczywiście fontanna "tańczyła" i "mrugała" w takt muzyki. A były to dwa utwory - walc z "Nocy i dni" oraz nierozpoznana przez mnie melodia zagłuszona przez łupaninę drechola. Ta najciekawsza część trwała jakieś 6 minut...

9. Pokaz był stanowczo za krótki - trwał jedynie 23 minuty (co w kontekście nudy i beznadziei może być paradoksalnie atutem).

10. Jak już opisałem szerzej w punkcie 8. - obecny pokaz nie wykorzystuje możliwości technicznych fontanny. Czyli są to pieniądze wyrzucone w błoto.

11. raz się zaśmialiśmy na cały głos (aż ktoś nas uciszał) - kiedy "Legendę o Bazyliszku" przetłumaczono na angielski jako "The legend of the Basilisk".

12. Połowa ludzi widziała wszystkie laserowe wyświetlanki w lustrzanym odbiciu. Nie przeszkadza to zbytnio przy obrazkach, ale gdy pojawiał się tekst, to tak. Zaś część ludzi, którzy nieopatrznie usiedli w "złym" miejscu, laserowych wyświetlanek nie widziała w ogóle.
Podsumowując:
Jestem mocno rozczarowany wieczornym pokazem. Dużo lepszy i ciekawszy widziałem dwa lata temu w dwudziestopięciotysięcznym Wągrowcu w Wielkopolsce. Nie mam poczucia straconego czasu tylko z powodu miłego towarzystwa i krótkiego czasu trwania tej pomyłki. Szczerze odradzam pójście tam wieczorem. Dopóki nie zmienią programu pokazu, nie wrócę. Natomiast sama fontanna spełnia swoje zadanie w ciągu dnia. Ale widać, jak Warszawa jest w tym temacie zaniedbana - były tam tłumy z chyba całej Warszawy. Każda dzielnica powinna mieć po takiej fontannie.

H_Piotr.
PS. Taki sam tekst wrzucam na mój drugi blog - Fenomen Warszawy. Tu bardziej pasuje tematycznie, ale tam może dotrze do większej liczby czytelników. Bo ja naprawdę szczerze odradzam wybieranie się na ten pokaz.

czwartek, 30 czerwca 2011

REPUBLIKA CZESKA CZ. 7 - KROMIERZYŻ / KROMIERYŻ

Może dziwić Was kolejność zdjęć, ale blogger ustawia je losowo i nie mam siły ich teraz wszystkich zamieniać.

Kromierzyż albo Kromieryż ( my używaliśmy pierwszej nazwy jako bliższej oryginałowi, na Wikipedii jest druga nazwa) jest historycznym i pełnym zabytków miastem na Morawach w Czeskiej Republice, które odwiedziłem w lipcu 2010 roku. Jest na liście światowego dziedzictwa UNESCO, ale nie wyprzedzajmy faktów.

Najpierw polski akcent:
W latach 1848-49 mieszkał tu Franciszek Smolka znany z tego, że był pomysłodawcą i fundatorem Kopca Unii Lubelskiej we Lwowie.

Ale przechodzimy do tego, co tygryski lubią najbardziej, czyli architektury. Na pierwszy rzut SECESJA w wersji pomieszanej z morawskim haftem ludowym:
Pocztówkowy widok z rynku na zamek (UNESCO się kłania):
Słodka uliczka:
Jest wieża --> trzeba się na nią wspiąć. Panoramę przyozdabiają "panelaki", czyli bloki z wielkiej płyty:

Stojąc na wieży zastanawialiśmy się, czy ten dzwon działa również, gdy na górze są turyści. Działa.
A teraz wnętrze katedry na zasadzie "od szczegółu do ogółu" (z powodu pomieszania kolejności zdjęć przez bloggera). jedyna oryginalna BAROKOWA kaplica w ZREGOTYZOWANEJ katedrze:
Tak wygląda między dwiema zregotyzowanymi filarami:
Widok na NEOGOTYCKI ołtarz:
Na deser widok całego wnętrza:
A to już drugi piękny kościół - cały BAROKOWY:

Wnętrze ociekające złotem, typowe dla całego obszaru Cesarstwa Austriackiego. Takie same kościoły stoją od Wiednia po Dolny Śląsk.


A tu, proszę wycieczki, widzimy jak na dłoni oszukaństwo barokowe. Stiuk, który udaje marmur, jest tak naprawdę cieniutką warstwą wielokolorowego gipsu nakładanego na tynk. Tu przepięknie odsłonięty - z pewnością w celu pokazania turystom jak to zostało zbudowane:


Idziemy poza Śródmieście (droga jest świetnie oznakowana - plan miasta niepotrzebny) do "ogrodu kwiatowego" - drugiego obiektu z kromieryskiej listy UNESCO:
Czasem na drzewach wisiały czeskie wiersze. Kto zna czeski i może to przetłumaczyć?
A to wnętrze rotundy z przedostatniego zdjęcia. Stoi sobie w środku ogrodu (nie jest to ani kościół, ani kaplica). Służyła uciechom właściciela ogrodu - biskupa ołomunieckiego.
Kopuła jest na tyle wysoka, że czasem wieszają w niej wahadło Foucaulta.
Ale zwiedźmy ogród:

Po powiększeniu tego zdjęcia zobaczycie między kolumnami w dali wieże katedry na Starym Mieście:
Zawsze gdy da się wejść wyżej, to wchodzę :)
Ale potem schodzę :)


Wracamy do miasta i jeszcze jedna secesyjna kamienica przykuwa naszą uwagę.
To był chyba dom cukiernika o specjalności lukiernictwo.
O, a tu trafiła się zregotyzowana katedra od zewnątrz. To właśnie na jednej z tych wież wcześniej byłem:
Na koniec idziemy do ogrodu zamkowego (na tyłach tego zamku, który widzieliśmy na początku). Ogólnie sprawia wrażenie większych Łazienek tylko, że bez Pałacu Na Wyspie i bez tejże wyspy. W pawiloniku jest kawiarenka, w której kupiliśmy hit tego wyjazdu - mrożone truskawki na patyku. Tak, nie lody truskawkowe, lecz właśnie mrożone truskawki.

Słodki ryneczek raz jeszcze:
Ale nie byłbym sobą, gdybym nie znalazł (i nie pokazał) nieco modernizmu kromieryskiego:

Portal drzwiowy z mojego ulubionego kamienia - trawertynu.
Miasteczko nieduże, w sam raz na jednodniowy wypad z Ołomuńca. Do zamku nie wchodziliśmy, bo nieco odstraszyły nas ceny, a niczym konkretnym nie zachęcał.

Macie jakieś inne wspomnienia z Kromierzyża?

H_Piotr.

środa, 29 czerwca 2011

OMEGA I LOCOMOTIV GT RAZEM - TYLKO TU - TŁUMACZENIE TEKSTÓW

Dawno mnie tu nie było, za co przepraszam, ale po prostu musiałem.

Jak już kiedyś wspomniałem, Gabor Presser i Anna Adamis, czyli ludzie piszący w Omedze muzykę i teksty w latach 1968-1970 (m.in. do "Dziewczyny o perłowych włosach", którą przetłumaczyłem TUTAJ) odeszli w 1970 i założyli zespół Locomotiv GT. Dzięki temu przez całe lata 70-te mieliśmy dwa świetne zespoły zamiast jednego :)

Dziś porównam dwie piosenki o miłości obu tych zespołów. Piosenkę "Nélküled" ("Bez Ciebie") Omegi z płyty "Omega 7 - Időrabló" z 1977 roku oraz piosenkę "Vallomás" ("Wyznanie") LGT z płyty "Bummm" z roku 1973. Tekst pierwszej z nich napisał Péter Sülyi, a drugiej Anna Adamis. Jak zwykle, tłumaczenia są moje własne, więc prawa do nich należą do mnie.

No to jazda!

Omega "Nélküled" ("Bez Ciebie")

Csillagok, ha fényüket vesztenék
Ha minden út elhagyná megunt helyét
Parttalan óceán volna az éjszakám
Amiben hozzád sosem érek
Száz nyitott kapuban állnék egymagam
Hol a hang, mely hív, hogy lépjek?

Gwiazdy, gdyby one straciły swoje światło,
Gdyby każda droga znudzona swym miejscem, opuściła je.
Moje serce stałoby się bezkresnym oceanem,
W którym nie mógłbym Cię dosięgnąć.
Stałbym sam przed stu otwartymi bramami,
A skąd doszedłby głos zapraszający, abym wszedł?

Árnyamon árnyadat keresném.
Nélküled hűlt helyed, még szeretném
Várnék éveket, hogy megérintselek
Egyedül úgy fázik a lélek
Visszhang mely nem felel
Határ a semmivel, úgy élnék, várva téged

Szukałbym Twego cienia w moim cieniu.
Bez Ciebie wciąż kochałbym wystygnięte po Tobie miejsce.
Czekałbym latami, by Ciebie dotknąć
Samotna dusza tak bardzo marznie,
Echo, które nie odpowiada
Graniczy z niczym, tak żyłbym czekając na Ciebie

Csillagok, ha fényüket vesztenék
Ha minden út elhagyná megunt helyét
Élnék nélküled, de nem tudnám minek
Amit adsz, nekem az az élet
Várnék éveket, hogy megérintselek
Nem elég csak megígérned

Gwiazdy, gdyby one straciły swoje światło,
Gdyby każda droga znudzona swym miejscem opuściła je.
Żyłbym bez Ciebie, ale sam nie wiedziałbym po co
Czekałbym latami, by Ciebie dotknąć
To, co mi dajesz, to życie
Nie wystarczy byś tylko przysięgła






---

Locomotiv GT "Vallomás" (Wyznanie")

Előbb lépnek el a hegyek,
Előbb szólnak rád a kövek,
Előbb megy vissza a folyó,
Mint téged elér egy szó.
Előbb téved el egy madár,
Mint még egyszer az, ki végre rád talált.

Prędzej kamienie przemówią,
Prędzej góry zstąpią,
Prędzej rzeka zawróci,
Niż Ciebie dosięgnie słowo.
Prędzej ptak zmyli drogę,
Niż ten, kto w końcu Cię odnalazł

Az vagy nekem mint földnek az ég,
Az vagy nekem, mint égnek a kék,
Az vagy nekem, mint télnek a hó,
Az vagy nekem, mint csendnek a szó.

Jesteś dla mnie, niczym niebo dla ziemi,
Jesteś dla mnie, niczym błękit dla nieba,
Jesteś dla mnie, niczym śnieg dla zimy,
Jesteś dla mnie, niczym słowo dla ciszy.

Előbb fagynak meg a szavak,
Előbb csalhatod meg magad,
Előbb felejted el neved,
Mint elengedném két kezed,
Előbb ne lássam az eget,
Mint, hogy elfordítod tőlem léptedet.


Prędzej słowa zamarzną,
Prędzej mnie omamisz,
Prędzej zapomnisz swojego imienia,
Niż wypuszczę Twoje dłonie (z moich)
Niech już prędzej nie zobaczę nieba,
Jeślibyś miała odwrócić ode mnie swoje kroki

Az vagy nekem, mint földnek az ég,
Az vagy nekem, mint égnek a kék,
Az vagy nekem, mint télnek a hó,
Az vagy nekem, mint csendnek a szó

Jesteś dla mnie, niczym niebo dla ziemi,
Jesteś dla mnie, niczym błękit dla nieba,
Jesteś dla mnie, niczym śnieg dla zimy,
Jesteś dla mnie, niczym słowo dla ciszy.



---

Jak widać, oba zespoły mocno odpływały w swych tekstach od rzeczywistości w tamtych czasach (aczkolwiek nie są to ich szczytowe osiągnięcia w tym temacie). Pewnie z jednej strony wynikało to z klimatu tamtych czasów - spalili wtedy łącznie chyba parę kilogramów trawy - ale na pewno też z powodu kłopotów z cenzurą.

Czy chcecie, żebym następnym razem przetłumaczył dla Was tekst Omegi, którego cenzura nie puściła od 1972 roku aż do 1990 kiedy upadł gulaszowy komunizm?

H_Piotr.

piątek, 20 maja 2011

XLIII AKCJA GTWB - "WODA" - TRÓJSTYK GRANIC PL / CZ / DE

Podczas zeszłoroczych wojaży po Dolnym Śląsku nie moglem sobie odmówić przyjemności zajrzenia na trójstyk granic Polsko-Czeskiej, Polsko-Niemieckiej i Czesko-Niemieckiej.
Znajduje się on w województwie dolnośląskim, ale na historycznych Łużycach. Najblizszymi miastami w kazdym z państw sa właśnie wymienione na tabliczce Bogatynia, Hradek nad Nisou (Gródek nad Nysą) oraz Zittau (Żytawa).

Tu zdjęcie zrobione z Republiki Czeskiej w stronę Rzeczypospolitej Polskiej i Republiki Federalnej Niemiec.
Moi przyjaciele na mostku łączącym Czechy i Polskę.



Z powodu braku trzeciej ławeczki śmialiśmy się, że Vaclav Klaus jako eurosceptyk obraził się i swoją zabrał.



Most przez Nysę Łużycką między Polską, a Niemcami nie działa. Ponoć ze względu na stan techniczny, ale kto ich tam wie ;)



Epilog: Cztery dni później powódź, która przeszła przez te tereny, zniszczyła wiele zabytkowych łużyckich drewnianych domów o konstrukcji przysłopowej.


H_Piotr.