piątek, 12 grudnia 2014
12 12 2012
H_Piotr.
środa, 12 marca 2014
Stan gotowości 1984 - 2014
Piosenka tekstowo bardzo na czasie, autorstwa Jacka Skubikowskiego. Muzycznie też dobra, mimo, że taka stylistyka obecnie nie jest modna (choć może w sezonie 2014/2015 znów będzie?). Muzyka Grzegorza Stróżniaka - lidera Lombardu i jedynego stałego elementu zespołu przez wszystkie lata.
Dla podkreślenia wysokiego poziomu wykonawczego wokalistki Małgorzaty Ostrowskiej i instrumentalistów, nagranie z koncertu z 1984:
Gdzie teraz się chowa Francis Fukuyama, który głosił koniec historii?
H_Piotr.
środa, 17 kwietnia 2013
MOJE MUZYCZNE POMPEJE
Zapuściłem sobie do grania w tle (w ramach poszerzania horyzontów muzycznych) album "Time" Electric Light Orchestry z 1981 roku. I wtem...
... utwór nr 4 na albumie "Ticket to the moon" okazało się, że... znam.
Skąd? Kiedyś, w zamierzchłych latach 90-tych słuchałem radia, różnych stacji radiowych. Tę piosenkę prawdopodobnie puszczało Radio "Pogoda".
Niestety, wszystko co dobre, szybko się kończy. "Pogodę" ktoś tam wykupił i sformatował do małostrawnej papki (stacja chyba istnieje do dziś pod nazwą "Złote przeboje"). Pozostały mi więc "Zetka", "Trójka" i "Radiostacja". Niestety (dokładnych dat nie pamiętam, ale musiało to być ok. 1998-2000) wszystkie trzy się spsiły. Popadały kolejno jak muchy. Najgorzej skończyła "Radiostacja" - w ciągu kilku miesięcy (tygodni?) z fajnej stacji puszczającej wiele rodzajów muzyki upadła do techniawkowej rąbanki. Chyba najdłużej, do ok. 2001, wytrzymałem z nastawioną "Trójką". Ale czar radia dla mnie prysł.
Szkoda tylko tych wszystkich piosenek, które wtedy poznałem, a dziś nie pamiętam ani tytułów, ani wykonawców...
H_Piotr.
PS. Inną taką piosenką, która już jakiś czas temu "wróciła do mnie zza zasłony niepamięci" jest Billy'ego Idola "Rebel Yell"
wtorek, 18 grudnia 2012
PORY ROKU - JESIEŃ
To nie jest park. To nie jest nawet żaden skwer. To moje podwórko w październiku.
No i kto wciąż nie lubi jesieni?
H_Piotr.
piątek, 2 listopada 2012
STARE MIASTO SAUTÉ
Przez to (oraz przez świetne usytuowanie Warszawy, które spowodowało jej gwałtowny rozwój) zabudowa "wylała się" z niego dość wcześnie - Nową Warszawę założono już 100 lat po Starej. Krakowskie Przedmieście i Senatorska zapełniły się miejską zabudową na początku XVI wieku, a Nowy Świat i Żoliborz w wieku XVIII.
Przez to wszystko zupełnie nie umiemy sobie wyobrazić wyglądu Warszawy w średniowieczu. No bo jak to? Tuż za Bramą Krakowską polne drogi i zaledwie kilka domostw? Kamienice przy bocznych ulicach Warszawy (np. ul. Piwnej) nie trzypiętrowe, jak teraz, ale parterowe? Kamienice w rynku nie pięciopiętrowe, ale np. jednopiętrowe? Niektóre parcele puste? Dookoła ogrody warzywne i pola? Nie do wiary! Ale tak kiedyś musiało być. Takie były początki Warszawy.
Co więc możemy zrobić, aby pomóc swojej wyobraźni? Możemy pojechać do miasteczek, w których Stare Miasta wyglądają tak, jak setki lat temu. Na przykład do Rzepina.
Rzepin został założony mniej więcej wtedy, kiedy Warszawa, nad brzegiem małej rzeczki. Historia toczyła się jednak z dala od Rzepina aż do otwarcia w XIX wieku linii kolejowej Poznań-Berlin. Jednak rozwój miasta poszedł (jak to zwykle bywa) w kierunku dworca, zostawiając Stary Rzepin na uboczu.
Fosę otaczającą gród końcu zniwelowano i dziś rzepińska starówka prezentuje się, jak poniżej i powyżej:
Ale jeśli komuś z szanownych czytelników w tym przykładzie przeszkadza późniejszy rozwój miasta (co prawda nie wokół, a obok Starówki) i brak murów obronnych, może wybrać się z Rzepina na północ, do Morynia:
Moryń to miasteczko, które właściwie nigdy nie wyrosło ze średniowiecznego założenia. Powyżej sama "Starówka", a poniżej widok na naprawdę CAŁE miasto:
W Moryniu, jak widać, wciąż więcej ludzi mieszka wewnątrz murów obronnych, niż poza nimi:
Do tego te mury obronne w większości istnieją do dziś. Tylko ich kształt nie pasuje do analogii z Warszawą (tu założyciele Rzepina bardziej się postarali ;-). Ciekawi też pewna nieregularność przebiegu murów - być może z początku zakładano większy teren, a potem z różnych powodów (brak pieniędzy? brak wystarczającej liczby mieszkańców? ktoś ukradł cegły?) musiano skrócić ich obwód.

Ale żeby mnie ktoś nie zrozumiał źle - uważam to za zaletę tych miast i jak tylko będę miał fundusze na taką podróż, to chcę tam pojechać. Dbajmy o takie skarby!
H_Piotr.
PS. Znacie jeszcze inne przykłady takich "żywych skamielin" miejskich w Polsce lub niedaleko od Polski? Miast, które jakby zatrzymały się na pewnym etapie?
niedziela, 30 września 2012
CZESŁAW NIEMEN
Kiedy przygotowywałem wpis o Białogardzie (link), trochę poszperałem w sieci o tym artyście. Można o nim chyba powiedzieć, że "jest znany z tego, że był nieznany". Każdy umie zanucić kilka refrenów jego największych przebojów, ale...
...ale od jakiegoś czasu w mej głowie brzmi to dzieło, "o którym mało kto wie":
Świetny otwór. Zaśpiewany a capella (bez instrumentów) co dla mnie jest dodatkowym atutem. No, może ewentualnie w basach podpierał się jakimś klawiszem, ale znam basów, którzy potrafiliby to zaśpiewać :)
Chciałem tu wrzucić też utwór Romualda Twardowskiego - polskiego kompozytora współczesnego (tu co nieco o nim u cioci W), skomponowanego do tych samych słów (ale w oryginale - po łacinie), ale na TyRurze nie ma żadnego wykonania. Może kiedyś się pojawi...
H_Piotr.
wtorek, 11 września 2012
JAK PIES Z KOTEM
A może (i do tego chyba nikt z obu stron nie chce się przyznać) są po prostu zbyt podobni do siebie? Wszak jedne z najbardziej krwawych wojen XX wieku w Europie miały początek na Bałkanach, gdzie Chorwaci i Serbowie są niemal identyczni (język, kultura) z kilkoma tylko różnicami, i za te różnice daliby się pociąć (a właściwie w historii - cięli tych drugich).
Bydgoszcz i Toruń nawet herby mają niemal identyczne, o:
Największe różnice to ten anioł i kierunek otwarcia bram.
Czy mają szanse się kiedyś porozumieć? Czy zawsze będą żyć jak pies z kotem?
H_Piotr.
PS. Obczajcie też herb pobliskiej Chełmży. Zamek bardziej podobny do bydgoskiego, ale brama otwarta po toruńsku :)
środa, 20 czerwca 2012
LVI AKCJA GTWB "WARSZAWA MOJEGO DZIECIŃSTWA"
1. Smyk - dojazdy autobusem 117, zakupy, schody ruchome, "błyszczące" schody nieruchome, powroty autobusem 117.
Na przystanku autobusowym linii 117, mając 4 lata zaskoczyłem moją mamę tym, że przeczytałem "Bar Praha Bar" i zapytałem się, czemu tu dwa razy jest napisane "bar". Nie wiedziała, że umiem czytać.
2. Cmentarz Żołnierzy Radzieckich. traktowany jak park (i w dużej mierze nim będący). Od razu uprzedzam - nie, nie skakałem po grobach i nie łamałem płyt.
Zdjęcia sprzed remontu. Teraz rzeźby wyglądają, jakby były oblane rzadkim gównem.
3. Łazienki Królewskie. Po wielokrotnych (nudnych wtedy dla mnie) wizytach w tym parku, przez wiele lat w ogóle tam nie bywałem. Po prostu "przedawkowałem". Inne miejsca przedawkowane przeze mnie w dzieciństwie: Stare Miasto, Wilanów, Powsin.
Do Łazienek wróciłem dopiero jakieś 4 lata temu. Na Starówkę wracam etapami (dalej unikam ul. Nowomiejskiej i Świętojańskiej). Do Wilanowa chyba ze dwa lata temu. W Powsinie nie byłem od kiedy miałem ok. 8 lat.
4. Latarnie. Dziś można znaleźć pojedyncze egzemplarze. Ten przy dworcu Śródmieście.
Ten na rogu Krasińskiego i Stołecznej. I to właśnie z Żoliborzem i wiodącą nań Aleją Jana Pawła II (d. Marchlewskiego) kojarzą mi się te socrealistyczne, żelbetowe latarnie. A rondo Babka już chyba na zawsze będzie dla mnie bramą Żoliborza.
5. Sklepy. Kasy w sklepach. Z korbką.
Wagi odważnikowe.
6. Duże baterie z "blaszkami". No, może nie aż tak duże.
7. Orzełek bez korony (no, polityką to ja się wtedy jeszcze nie interesowałem, więc niezbyt to pamiętam).
8. Budki telefoniczne jak z filmu.
9. Mydło jak z filmu (innego).
10. Miś jak z filmu.
H_Piotr.
sobota, 7 kwietnia 2012
ŚMIERĆ ULICY
Nigdy nie była ładna (tzn. nigdy po 1944), teraz nie jest również ciekawa. Nie ma po co tam iść.
Mówię o odcinku Al. Jerozolimskie - Pl. Konstytucji, chociaż na północ od niego nie jest lepiej. Jedynie między Pl. Konstytucji, a pl. Unii Lubelskiej jeszcze dycha. Zupełnie przypadkiem akurat tam jest dwukrotnie węższa i stoi przy niej nieco przedwojennych domów.
Jeśli ci nie dadzą kredytu w jednym banku, idziesz do następnego, jak w drugim też nie, to jeszcze masz "instytucję kredytową". A na koniec idziesz do lecznicy podleczyć skołatane nerwy.
Tu to nawet nie wiadomo, co się mieści... Żadnego napisu.niedziela, 25 marca 2012
KULFON KŁAMIE
niedziela, 18 grudnia 2011
CIEKAWOSTKI JĘZYKA POLSKIEGO - CZ. 1
Weźmy takie nazwy miast. Chociaż samo słowo "miasto" jest rodzaju nijakiego, to jednak "mieścina" jest żeńskiego" ("metropolia" zresztą też). Jedne nazwy miast są rodzaju żeńskiego, inne męskiego, nijakiego, a nawet nieznanego, bo istnieją tylko w liczbie mnogiej, od której nie da się utworzyć pojedynczej (miasta-zlepki? megalomania?)
Podałem nazwy miast w kolejności od największych do najmniejszych, do wielkości 100 000 mieszkańców (w nawiasie między 50 000, a 100 000)
Rodzaj żeński:
Warszawa, Łódź, Bydgoszcz, Gdynia, Częstochowa, Bielsko-Biała*, Ruda Śląska, Dąbrowa Górnicza, Zielona Góra, Legnica.
Rodzaj męski:
Kraków, Wrocław, Poznań, Gdańsk, Szczecin, Lublin, Białystok, Radom, Sosnowiec, Toruń, Bytom, Rzeszów, Olsztyn, Rybnik, Płock, Elbląg, Gorzów Wielkopolski, Wałbrzych, Włocławek, Tarnów, Chorzów, Koszalin, Kalisz.
Rodzaj nijaki:
Opole, (Jastrzębie-Zdrój, Jaworzno, Gniezno, Leszno, Kędzierzyn-Koźle*, Legionowo, Zawiercie).
Liczba mnoga:
Katowice, Kielce, Gliwice, Tychy, (Siedlce, Mysłowice, Siemianowice Śląskie, Suwałki, Żory, Tarnowskie Góry, Piekary Śląskie, Świętochłowice, Starachowice, Skierniewice).
Czy da się jakoś określić, że np. na danym terenie częściej występują miasta z nazwami o rodzaju żeńskim, a gdzie indziej - męskim? Czy to zupełny przypadek? Na pewno widać, że "nijakich" nazw mamy najmniej.
Są jeszcze takie smaczki, jak Ostrów Wielkopolski (on) i Ostrów Mazowiecka (ona), albo różne odmienianie nazw, które z pozoru powinny odmieniać się tak samo (słynna Włoszczowa - we Włoszczowie - i Limanowa - w Limanowej).
No i jak to wszystko wyjaśnić obcokrajowcowi?
H_Piotr.
* - właściwie to tylko drugi człon z dwuczłonowej nazwy ma taki rodzaj.
niedziela, 4 grudnia 2011
ZAGADNIENIE BRAM DEBRECZYŃSKICH
poniedziałek, 17 października 2011
FÜLBEVALÓ, CZYLI COŚ DO UCHA
czwartek, 6 października 2011
CO NIECO O POLSKICH PRZYWARACH (I NIE TYLKO POLSKICH)
poniedziałek, 11 lipca 2011
CIEPŁY LETNI DESZCZ
niedziela, 10 lipca 2011
PARK FONTANN - RECENZJA Z POKAZU
poniedziałek, 28 lutego 2011
REWOLUCYJNA REWOLUCJA ZTM
Rewolucyjne rewolucje ZTM-u dosięgły Mokotowa, który był dotychczas zieloną wyspą pośród burz i niepokojów serwowanych warszawskiej komunikacji zbiorowej przez ekipę GronkoRuty.
W miarę spokojnie było tu od czasów otwarcia metra, kiedy to Mokotów dotknięty został tak zwanym - nie wiedzieć czemu - Syndromem Bielańskim. Po otwarciu linii metra (która w 1995 łączyła Kabaty i Politechnikę, a więc ledwo ocierała się o Śródmieście) skasowano wiele linii łączących Mokotów z częściami Warszawy, do których metro do tej pory nie jeździ i jeździć nie będzie. Poszły wtedy do piachu linie: 104 na Ursynów, 112 na Muranów, 114 na pl. Trzech Krzyzy, 125 na Stare Miasto, 134 na Okęcie, 163 na Wolę i Jelonki, 51 do Piaseczna i pewnie jeszcze kilka innych, ale piszę z pamięci. Nastało 15 lat względnego spokoju.
ALE NIC NIE MOŻE PRZECIEŻ WIECZNIE TRWAĆ!
Jedną z linii, które znikają od 1 marca 2011 roku z Górnego Mokotowa jest 107. Trasę miała pokrętną, ale przecież nikt nią nie jeździł od pętli do pętli (raz w życiu zdarzyło mi się nią jechać z placu Bankowego na Ursynów - ok. 1,5 godziny).
Pomyślałby kto "i tak jeździła rzadko, pewnie woziła muchy" - nie, ona jeździła za rzadko. Woziła tłumy własnie na tym odcinku, z którego ZTM ją wycofuje - z odcinka Górny Mokotów - Sielce. Owszem, ZTM tłumaczy, ze zastapi je 141, ale:
1. Przy okazji samo 141 wyskakuje z dobrego połączenia Sielc, Stegien, metra Służew z Landem, Galerii Mokotów i Słuzewca Poprzemysłowego (na którym jest mokotowski Urząd Skarbowy)
2. Nowe 141 nie podjeżdża do metra Racławicka tak blisko, jak to robiło 107 ("Pieszy sobie dojdzie"), do trzech liceów na Górnym Mokotowie - Reytana, Kochanowskiego i Konopnickiej oraz do Szpitala MSW (nie tylko szpitala - również przychodni).
3. Nowe 141 ma zastąpić dawne 301 na odcinku Okęcie - Rakowiec - Mokotów i w sumie dobrze, że będzie jeździło przez 7 dni w tygodniu, a nie 5, ale znów - wyskakuje połączenie Sielc (Gagarina) z: dobrymi przesiadkami na Puławskiej, z urzędem Mokotowa, SGH-em, metrem Pole Mokotowskie i trzema liceami. Mieszkańcy Rakowca i okolic ul. Racławickiej tracą wygodne połączenie z metrem Racławicka.
A więc drodzy warszawiacy, przesiadajcie się!
Tu polecam obejrzeć filmik o trudnościach z przesiadkami w warszawskiej komunikacji miejskiej 40 (!) lat temu (5:42 - 9:00)
Kolejną linią, którą żegnamy, jest 505. Nie żal mi jej az tak bardzo, jak pozostałych, ale pewna nostalgia jest. 505 to przecież ostatnia z pięćsetek (502, 504, 505, 508), które dawniej jeździły przez Mokotów na Ursynów. Jedyna, która zachowała ciągłość i zasadniczą trasę (504 przez rok nie było, poza tym obecnie jeździ przez Ochotę). W obecnej wersji (do zmian) 505 wydaje się być jakimś trasowym koszmarkiem, ale co serwuje się nam zamiast niej? Linię 210 czyli jeszcze gorszy koszmarek.
Koszmarek, który powstał w sposób charakterystyczny dla poczynań ZTM-u. Otóż w 2010 skrócono linię 33 i "zatramwaj" puszczono linię 210 co pół godziny. Oczywiście nikt nią nie jeździł i zawieszono ją na ferie. Teraz odradza się w koszmarnej wersji, tańcząc oberki z Ursynowa do Śródmieścia.
Nowe 210 łączy Wołoską i Madalińskiego z Marszałkowską i rondem pod Rotundą - jest to wymowny znak, że ZTM chce przy najblizszej nadarzającej się okazji jednak wycofać z Mokotowa 117. A kiedy to zrobi, to:
1. Wilanów i południowe Stegny (wzdłuż al. Wilanowskiej, gdzie ostatnio zbudowało się sporo bloków) stracą połączenie z metrem Słuzew, dogodną przesiadką na częste 193 do SGGW, z Galerią Mokotów, Służewcem Poprzemysłowym, Urzędem Skarbowym, Górnym Mokotowem, urzędem dzielnicy. I oczywiście vice versa - Górny Mokotów z Wilanowem i Stegnami Południowymi.
2. Część Górnego Mokotowa straci wygodne połączenie z Galerią Mokotów. Ktoś powie "ale jest jeszcze 138". Tak, ale 138 jedzie z Wołoskiej prosto w Rzymowskiego i zatrzymuje sie niemal przy Cybernetyki. Aby stamtąd dojść do centrum handlowego, trzeba przejść przez kładkę i drałować dodatkowe 200 metrów.
3. Będzie to druga (po 141 od 1 marca) linia, która zniknie z bardzo uczęszczanego ciągu ulic Dolina Słuzewiecka - Nowoursynowska - Wałbrzyska - Al. Lotników - Al. Wilanowska. Zostanie tam tylko 189 i (jedynie w dni powszednie) 401.
A przy okazji - 505 wcale nie było puste, gdy robiłem to zdjęcie. Kolejną zmianą (tak, to jeszcze nie koniec cięć na Mokotowie) jest "zamiana" końcówkami linii 182 i 382. Bilans zysków i strat:
1. Dworzec Zachodni i okolice ul. Kopińskiej zyskują soboty i niedziele dodatkowe połączenie z trasą Łazienkowską i tzw. Pragą Południe (poza juz istniejącymi 187 i 523).
2. Górny Mokotów traci w soboty i niedziele połączenie przez Słuzewiec Poprzemysłowy i ul. 17 Stycznia z Okęciem (duża pętla, z której odjeżdżają linie do Ikei, Maximusa itp.)
3. Osiedle przy Spartańskiej i Etiudy Rewolucyjnej traci w soboty i niedziele połączenie z metrem Wierzbno - zostaje tam jedynie 218 i 222. To już drugi autobus, jaki znika z Woronicza na zachód od Wołoskiej - pierwszym (we wszystkie dni tygodnia) jest 107.
Warszawiacy! Przesiadajcie się!
Nie zapominamy też o Dolnym Mokotowie. Linia 422 zostaje przesunięta z Wilanowa - Powsińskiej - Czerniakowskiej - Gagarina do tzw. Miasteczka Wilanów przez Sobieskiego. Mieszkańcy pierwszej trasy nie dostają w zamian... nic.
PODSUMOWUJĄC:
1. Liczba połączeń międzydzielnicowych maleje.
2. Liczba połączeń wewnątrzdzielnicowych tez maleje.
3. Przesiadki, do których tak usilnie nakłania nas ZTM (i które są coraz częstszą koniecznością) stają się coraz bardziej niewygodne.
To tyle. Kupiłbym sobie samochód, ale nie mam gdzie go parkować, a "po buracku" nie zamierzam. Za tydzień-dwa zaczynam regularnie WSZĘDZIE jeździć rowerem. Po ulicach, bo stan dróg rowerowych w Warszawie woła o pomstę do nieba.
H_Piotr.
PS. Dla tych, którzy doczytali do końca, w nagrodę druga część filmiku o obiektywnych trudnościach sprzed 40 lat:
piątek, 21 stycznia 2011
L jak Lubiąż - XXXIX akcja GTWB - Straszne, dziwne, opuszczone miejsca
Obecnie większość z tych wielkich dzieł (i rozmiarami i kunsztem) wisi w warszawskich kościołach - jeśli są chętni, z chęcią wprowadzę w temat osobiście :)








