Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2010. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2010. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 stycznia 2013

BYCZYNA - 425-LECIE BITWY POD BYCZYNĄ

Byczyna to małe, senne miasteczko, które odwiedziłem podczas urlopu na Dolnym Śląsku. Byczyna znajduje się na samym skraju województwa opolskiego, tuż nad granicą z województwem łódzkim, niedaleko granic z województwami dolnośląskim i śląskim. Jednym słowem, pogranicze pełna gębą, bo przecież mniej więcej tak, jak obecna granica województw opolskiego i łódzkiego przechodziła granica Polski od 1356, kiedy to król Kazimierz Wielki wymienił się z królem czeskim Karolem IV oddając tę okolicę w zamian za księstwo płockie. Byczyna przez następne niemal 600 lat była poza Polską, ale tuż za granicą.  W 1910 Polacy stanowili 10% mieszkańców. Dzięki temu, że leży nieco na uboczy, walec historii XX wieku przejechał obok, a nie po niej.
 
Byczyna ulica dom uliczka Pitschen
Mimo, że była wzmiankowane już w 1228 roku i jest jednym z najstarszych miast na Śląsku, to nigdy nie rozrosła się i właściwie to nadal mieści się w obrębie średniowiecznych murów obronnych.
 
Byczyna z lotu ptaka Pitschen
Rynek z ratuszem i wieżą barokowego kościoła katolickiego p.w. św. Trójcy:
Byczyna rynek ratusz Pitschen
Byczyna rynek Pitschen
Mury obronne, wieża ratusza i wieża kościoła katolickiego:
Do tego dochodzi zachowana średniowieczna brama wieżowa:
A to jego wnętrze:
Byczyna kościół św. Trójcy Pitschen
Byczyna mury obronne brama Pitschen
A tu najstarszy zabytek Byczyny - gotycko-neogotycki kościół ewangelicko-augsburski:
Byczyna kościół ewangelicki Pitschen
W czasie reformacji ewangelicy przejęli od katolików kościół i dopiero ok. 100 lat później katolicy zbudowali sobie nowy, św. Trójcy (z wcześniejszych zdjęć).
Byczyna kościół ewangelicki Pitschen
Co ciekawe, kościół wciąż funkcjonuje, czyli zapewne nie nastąpiła pełna wymiana mieszkańców po 1945, być może część z zamieszkałych tu autochtonicznych Polaków była ewangelikami?
Byczyna kościół ewangelicki Pitschen
Byczyna kościół ewangelicki Pitschen
Zresztą, jak się poczyta nazwiska mieszkańców zmarłych podczas II Wojny Światowej (można kliknąć - powiększy się):
No, ale na chwilę odpoczywamy od dawnej historii i przyglądamy się świadkowi historii nowszej:
Przy okazji przyglądamy się, jak "świetnie" jest zaparkowany :)
OK, wracamy do historii dawnej - Byczyna raz znalazła się na ustach całej Europy. Po śmierci króla Stefana Batorego i podwójnej elekcji na Woli królewicza szwedzkiego Zygmunta Wazy oraz cesarzowicza austriackiego Maksymiliana Habsburga rozgorzała wojna o sukcesję polską. Wojna nie trwała zbyt długo - właściwie ograniczyła się do oblężenia Krakowa przez siły zwolenników Habsburga od 14 października do 29 listopada 1587 oraz bitwy pod Byczyną, która miała miejsce równo 425 lat temu - 24 stycznia 1588 roku. Zwolennicy Wazy z hetmanem Janem Zamoyskim na czele wygrali. Wojna i bitwa może są mało znane w historii polskiej, ale miały wielki wpływ na dalsze losy Rzeczypospolitej - gdyby wygrał był Habsburg to nie byłoby tragicznego w skutkach Potopu. Dla zainteresowanych szczegółami bitwy oraz rozszyfrowaniem przyprószonych tabliczek informacyjnych - można kliknąć, będą większe:
Byczyna bitwa schlacht bei Pitschen
Byczyna bitwa schlacht bei Pitschen
Byczyna bitwa schlacht bei Pitschen

H_Piotr.

PS. Bardzo miło sobie wspominam wizytę w Byczynie, bo niemal każdy napotkany przechodzień się do nas uśmiechał , zagadywał "czy już widzieliśmy to, tamto", "że warto jeszcze pójść tu i tam", a potem jeszcze w restauracji, która miała coś z Zamoyskim w nazwie zjedliśmy pyszną pizzę.

czwartek, 30 czerwca 2011

REPUBLIKA CZESKA CZ. 7 - KROMIERZYŻ / KROMIERYŻ

Może dziwić Was kolejność zdjęć, ale blogger ustawia je losowo i nie mam siły ich teraz wszystkich zamieniać.

Kromierzyż albo Kromieryż ( my używaliśmy pierwszej nazwy jako bliższej oryginałowi, na Wikipedii jest druga nazwa) jest historycznym i pełnym zabytków miastem na Morawach w Czeskiej Republice, które odwiedziłem w lipcu 2010 roku. Jest na liście światowego dziedzictwa UNESCO, ale nie wyprzedzajmy faktów.

Najpierw polski akcent:
W latach 1848-49 mieszkał tu Franciszek Smolka znany z tego, że był pomysłodawcą i fundatorem Kopca Unii Lubelskiej we Lwowie.

Ale przechodzimy do tego, co tygryski lubią najbardziej, czyli architektury. Na pierwszy rzut SECESJA w wersji pomieszanej z morawskim haftem ludowym:
Pocztówkowy widok z rynku na zamek (UNESCO się kłania):
Słodka uliczka:
Jest wieża --> trzeba się na nią wspiąć. Panoramę przyozdabiają "panelaki", czyli bloki z wielkiej płyty:

Stojąc na wieży zastanawialiśmy się, czy ten dzwon działa również, gdy na górze są turyści. Działa.
A teraz wnętrze katedry na zasadzie "od szczegółu do ogółu" (z powodu pomieszania kolejności zdjęć przez bloggera). jedyna oryginalna BAROKOWA kaplica w ZREGOTYZOWANEJ katedrze:
Tak wygląda między dwiema zregotyzowanymi filarami:
Widok na NEOGOTYCKI ołtarz:
Na deser widok całego wnętrza:
A to już drugi piękny kościół - cały BAROKOWY:

Wnętrze ociekające złotem, typowe dla całego obszaru Cesarstwa Austriackiego. Takie same kościoły stoją od Wiednia po Dolny Śląsk.


A tu, proszę wycieczki, widzimy jak na dłoni oszukaństwo barokowe. Stiuk, który udaje marmur, jest tak naprawdę cieniutką warstwą wielokolorowego gipsu nakładanego na tynk. Tu przepięknie odsłonięty - z pewnością w celu pokazania turystom jak to zostało zbudowane:


Idziemy poza Śródmieście (droga jest świetnie oznakowana - plan miasta niepotrzebny) do "ogrodu kwiatowego" - drugiego obiektu z kromieryskiej listy UNESCO:
Czasem na drzewach wisiały czeskie wiersze. Kto zna czeski i może to przetłumaczyć?
A to wnętrze rotundy z przedostatniego zdjęcia. Stoi sobie w środku ogrodu (nie jest to ani kościół, ani kaplica). Służyła uciechom właściciela ogrodu - biskupa ołomunieckiego.
Kopuła jest na tyle wysoka, że czasem wieszają w niej wahadło Foucaulta.
Ale zwiedźmy ogród:

Po powiększeniu tego zdjęcia zobaczycie między kolumnami w dali wieże katedry na Starym Mieście:
Zawsze gdy da się wejść wyżej, to wchodzę :)
Ale potem schodzę :)


Wracamy do miasta i jeszcze jedna secesyjna kamienica przykuwa naszą uwagę.
To był chyba dom cukiernika o specjalności lukiernictwo.
O, a tu trafiła się zregotyzowana katedra od zewnątrz. To właśnie na jednej z tych wież wcześniej byłem:
Na koniec idziemy do ogrodu zamkowego (na tyłach tego zamku, który widzieliśmy na początku). Ogólnie sprawia wrażenie większych Łazienek tylko, że bez Pałacu Na Wyspie i bez tejże wyspy. W pawiloniku jest kawiarenka, w której kupiliśmy hit tego wyjazdu - mrożone truskawki na patyku. Tak, nie lody truskawkowe, lecz właśnie mrożone truskawki.

Słodki ryneczek raz jeszcze:
Ale nie byłbym sobą, gdybym nie znalazł (i nie pokazał) nieco modernizmu kromieryskiego:

Portal drzwiowy z mojego ulubionego kamienia - trawertynu.
Miasteczko nieduże, w sam raz na jednodniowy wypad z Ołomuńca. Do zamku nie wchodziliśmy, bo nieco odstraszyły nas ceny, a niczym konkretnym nie zachęcał.

Macie jakieś inne wspomnienia z Kromierzyża?

H_Piotr.