Pokazywanie postów oznaczonych etykietą błędy systemu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą błędy systemu. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 maja 2012

RELACJA Z MALOWANIA TRAWY NA ZIELONO - CZ. 1, DWORZEC ZACHODNI

Zastanawiałem się, czy ten wpis umieszczać, bo brakowało mi kluczowego zdjęcia (i każdy mógłby mi napisać "pics or didn't happen", a przede wszystkim, nikt by mi nie uwierzył), ALE...


MAM! 


Znalazłem na niezastapionym portalu skyscrapercity.com dodane przez niezastąpionego użytkownika FauxNews (tego samego, który sfotografował szczającego na peronie Dworca Centralnego Krzysztofa Knapika - przewodniczącego Związku Zawodowego Kolejarzy Małopolskich, pracownika Przewozów Regionalnych).


A więc voila! Patrzcie:


1. Zdjęcie sprzed remontu (21 marca 2012, remont już się zaczął, ale mniejsza o to):


Napis "Warszawa Zachodnia" był... śmieszny i to tyle, co można było o nim pozytywnego powiedzieć. Czy aby tylko tyle? Okazuje się, że powinniśmy docenić to, że... jasno i prawidłowo opisywał funkcję budynku, na którego gzymsie stoi. Innymi słowy - prawidłowo informował.


2. Zdjęcie z 11 maja 2011 (ale taki stan był też jeszcze 15 maja):


(autor: FauxNews, źródło: http://www.skyscrapercity.com/showpost.php?p=91304419&postcount=1000)

Stary napis był "be" (prawdopodobnie kibice kręciliby nosami na tak paskudny przykład peerelowskiej stylistyki), więc kolejarze wykosztowali się na nowy. Ale jeśli nie może być lepiej, niech chociaż będzie inaczej. Zmienili diametralnie treść napisu. Niby nic, wszak jest to wejście na dworzec kolejowy, nie? Ale co przeciętnemu obcokrajowcowi mówi napis "Dworzec kolejowy"? Przecież nie ma na bilecie takiego napisu, na planie Warszawy też nie. Napis ten zobaczyłem przedwczoraj, 15 maja i aż zaniemówiłem. Jednak nie zrobiłem mu zdjęcia, bo się spieszyłem...


3. A tu stan z dziś, 17 maja:


...i to był błąd. Dziś zaniemówiłem jeszcze raz i to jeszcze ciszej i dłużej. Myślałem, że mam zwidy. Na szczęście znaleźli się świadkowie, którzy potwierdzili, cośmy widzieli 2 dni wcześniej.


W przeciągu dwóch dób cały napis wymieniono. Z pierwotnego 15-literowego napisu udało się powtórnie wykorzystać 7 liter, dokupiono 10 nowych, 8 trzeba było wyrzucić na śmietnik po kilku dniach wiszenia.


No i jestem w kropce - nie wiem, czy cieszyć się, że błąd poprawiono, czy martwić się, że najpierw go popełniono, a kosztował on na pewno jakieś pieniądze. Chyba wolę się pośmiać.


H_Piotr.

PS. Jeśli chcecie, relacji z malowania trawy na zielono przed ełrem będzie więcej.

piątek, 11 listopada 2011

A JEDNAK WARSZAWA JEST PIĘKNA - OTO DOWÓD

W Warszawie w kasach przy kupnie biletu dają sam kwitek. Na Węgrzech natomiast dodają taka oto kopertę, coby się bilet przed podróżą i podczas niej nie zniszczył.
Co możemy przeczytać na kopercie:
"Bezpośrednie połączenia z najpiękniejszymi miastami Europy.
Wenecja, Monachium, Drezno, Berlin, Wiedeń, Braszów, Bukareszt.
Od 13 euro Wiedeń,
od 15 euro Belgrad
od 19 euro Praga [Czeska - przyp. H_Piotr], Graz, Braszów
od 29 euro Wenecja, Monachium, Drezno, Berlin, Warszawa, Ljubljana, Bukareszt
od 39 euro Zürich, Hamburg*, Kolonia*, Kraków
* z przesiadką w Wiedniu"

A więc:
1. Warszawa została przez MÁV (Węgierskie Koleje Państwowe) zaliczona do grona szesnastu najpiękniejszych miast Europy.
2. Bezpośrednie połączenie może się odbywać z przesiadką w Wiedniu.
3. Bilet do Krakowa leżącego o 300 km bliżej Budapesztu, niż Warszawa, jest droższy o 10 euro od biletu do Warszawy.

H_Piotr.

piątek, 7 października 2011

POGODA ZAWSZE BYŁA RACZEJ PRZECIW NAM

Jestem w Debreczynie od miesiąca. Do tej pory nie spadła kropla deszczu, cały czas było słonecznie i wpierw upalnie, potem ciepło.

Akurat gdy planuję na jutro jechać do Budapesztu, dziś wieczorem rozpadał się deszcz.

H_Piotr.

czwartek, 6 października 2011

WYBORY 2011 - JA JUŻ JESTEM PO...

Opowiem Wam dziś, jak to się stało, że już zagłosowałem, choć piszę to w czwartek, 6 października.

Przed wyjazdem na Węgry udałem się do urzędu dzielnicy po niniejsze zaświadczenie, że mogę głosować poza moją komisją obwodową. Jednak, jak to mówią, nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu.
Jako, że mieszkam a Debreczynie, czyli ponad 200 km od Budapesztu - jedynego miasta na Węgrzech, w którym istnieje komisja wyborcza - musiałbym z tym zaświadczeniem jechać tam. Napisałem więc maila do ambasady polskiej, że chcę zagłosować korespondencyjnie. Napisałem 21 września w środę. Odpisali mi 26 w poniedziałek, że owszem, mogę zagłosować korespondencyjnie, ale tylko jeśli odeślę im oryginał tego zaświadczenia w trybie reklamacji i zdążę z tym do czwartku, 29 września. Zaraz po tym miła pani z ambasady również zadzwoniła do mnie, aby potwierdzić to, co przed chwilą napisała w mailu.
okazało się, że po prostu nie powinienem był iść po to zaświadczenie, a dopiero na Węgrzech zapisać się przez internet do korespondencyjnego głosowania.

Nie pozostało mi nic innego, jak pobiec na pocztę jeszcze tego samego dnia po południu (na szczęście poczta koło mnie jest otwarta do 19.00, co nie jest na Węgrzech takie oczywiste) i wysłać zaświadczenie do Budapesztu licząc, że dojdzie w 3 dni. Gdyby nie doszło, czekałaby mnie przymusowa wycieczka do Budapesztu w najbliższą niedzielę.

Doszło nawet w 2 dni, bo już w czwartek otrzymałem list z kartami do głosowania. Uff, wpadka zażegnana:

Żeby było śmieszniej, list czekał na mnie w recepcji sąsiedniego akademika, gdzie recepcjonista, który mnie nie zna nawet z widzenia, wydał mi go na nazwisko - bez pokazywania żadnego dowodu. Mógłby go więc odebrać każdy, komu nieopatrznie wyjawiłbym, że czekam na list z polskiej ambasady.
Uwieczniłem wiekopomną chwilę otwierania koperty:
Oto cały zestaw:
Nazwiska skreślałem siedząc przy biurku przed komputerem i popijając piwko ;)
Tak, jak wszyscy głosujący za granicą, głosowałem na kandydatów startujących z Warszawy, a konkretnie to do senatu z okręgu nr 44. (Śródmieście, Białołęka, Bielany, Żoliborz) zamiast mojego "macierzystego" okręgu nr 43. Do sejmu natomiast miałem tę samą kartę, jaką dostałbym głosując w Warszawie. Tak to się ma do znanego twierdzenia, jakoby "Warszawa była blisko władzy".

Warszawiakom "wpychają się do urny" setki tysięcy ludzi siedzących w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Niemczech i wszędzie indziej na świecie.

Jeszcze tylko podpis, że głos oddałem osobiście i że się z nim zgadzam i ładujemy wszystko do koperty.

Łącznie głosowanie kosztowało mnie dwukrotne pójście na pocztę oraz 775 forintów (dwa polecone priorytetowe listy do Budapesztu).

H_Piotr.

PS. Jest jeszcze jeden ogromny plus bycia przed wyborami za granicą - ominęła mnie "kampania" wyborcza w mediach.

poniedziałek, 28 lutego 2011

REWOLUCYJNA REWOLUCJA ZTM

A więc stało się.

Rewolucyjne rewolucje ZTM-u dosięgły Mokotowa, który był dotychczas zieloną wyspą pośród burz i niepokojów serwowanych warszawskiej komunikacji zbiorowej przez ekipę GronkoRuty.

W miarę spokojnie było tu od czasów otwarcia metra, kiedy to Mokotów dotknięty został tak zwanym - nie wiedzieć czemu - Syndromem Bielańskim. Po otwarciu linii metra (która w 1995 łączyła Kabaty i Politechnikę, a więc ledwo ocierała się o Śródmieście) skasowano wiele linii łączących Mokotów z częściami Warszawy, do których metro do tej pory nie jeździ i jeździć nie będzie. Poszły wtedy do piachu linie: 104 na Ursynów, 112 na Muranów, 114 na pl. Trzech Krzyzy, 125 na Stare Miasto, 134 na Okęcie, 163 na Wolę i Jelonki, 51 do Piaseczna i pewnie jeszcze kilka innych, ale piszę z pamięci. Nastało 15 lat względnego spokoju.

ALE NIC NIE MOŻE PRZECIEŻ WIECZNIE TRWAĆ!

Jedną z linii, które znikają od 1 marca 2011 roku z Górnego Mokotowa jest 107. Trasę miała pokrętną, ale przecież nikt nią nie jeździł od pętli do pętli (raz w życiu zdarzyło mi się nią jechać z placu Bankowego na Ursynów - ok. 1,5 godziny).

Pomyślałby kto "i tak jeździła rzadko, pewnie woziła muchy" - nie, ona jeździła za rzadko. Woziła tłumy własnie na tym odcinku, z którego ZTM ją wycofuje - z odcinka Górny Mokotów - Sielce. Owszem, ZTM tłumaczy, ze zastapi je 141, ale:
1. Przy okazji samo 141 wyskakuje z dobrego połączenia Sielc, Stegien, metra Służew z Landem, Galerii Mokotów i Słuzewca Poprzemysłowego (na którym jest mokotowski Urząd Skarbowy)
2. Nowe 141 nie podjeżdża do metra Racławicka tak blisko, jak to robiło 107 ("Pieszy sobie dojdzie"), do trzech liceów na Górnym Mokotowie - Reytana, Kochanowskiego i Konopnickiej oraz do Szpitala MSW (nie tylko szpitala - również przychodni).
3. Nowe 141 ma zastąpić dawne 301 na odcinku Okęcie - Rakowiec - Mokotów i w sumie dobrze, że będzie jeździło przez 7 dni w tygodniu, a nie 5, ale znów - wyskakuje połączenie Sielc (Gagarina) z: dobrymi przesiadkami na Puławskiej, z urzędem Mokotowa, SGH-em, metrem Pole Mokotowskie i trzema liceami. Mieszkańcy Rakowca i okolic ul. Racławickiej tracą wygodne połączenie z metrem Racławicka.

A więc drodzy warszawiacy, przesiadajcie się!

Tu polecam obejrzeć filmik o trudnościach z przesiadkami w warszawskiej komunikacji miejskiej 40 (!) lat temu (5:42 - 9:00)



Kolejną linią, którą żegnamy, jest 505. Nie żal mi jej az tak bardzo, jak pozostałych, ale pewna nostalgia jest. 505 to przecież ostatnia z pięćsetek (502, 504, 505, 508), które dawniej jeździły przez Mokotów na Ursynów. Jedyna, która zachowała ciągłość i zasadniczą trasę (504 przez rok nie było, poza tym obecnie jeździ przez Ochotę). W obecnej wersji (do zmian) 505 wydaje się być jakimś trasowym koszmarkiem, ale co serwuje się nam zamiast niej? Linię 210 czyli jeszcze gorszy koszmarek.

Koszmarek, który powstał w sposób charakterystyczny dla poczynań ZTM-u. Otóż w 2010 skrócono linię 33 i "zatramwaj" puszczono linię 210 co pół godziny. Oczywiście nikt nią nie jeździł i zawieszono ją na ferie. Teraz odradza się w koszmarnej wersji, tańcząc oberki z Ursynowa do Śródmieścia.

Nowe 210 łączy Wołoską i Madalińskiego z Marszałkowską i rondem pod Rotundą - jest to wymowny znak, że ZTM chce przy najblizszej nadarzającej się okazji jednak wycofać z Mokotowa 117. A kiedy to zrobi, to:

1. Wilanów i południowe Stegny (wzdłuż al. Wilanowskiej, gdzie ostatnio zbudowało się sporo bloków) stracą połączenie z metrem Słuzew, dogodną przesiadką na częste 193 do SGGW, z Galerią Mokotów, Służewcem Poprzemysłowym, Urzędem Skarbowym, Górnym Mokotowem, urzędem dzielnicy. I oczywiście vice versa - Górny Mokotów z Wilanowem i Stegnami Południowymi.

2. Część Górnego Mokotowa straci wygodne połączenie z Galerią Mokotów. Ktoś powie "ale jest jeszcze 138". Tak, ale 138 jedzie z Wołoskiej prosto w Rzymowskiego i zatrzymuje sie niemal przy Cybernetyki. Aby stamtąd dojść do centrum handlowego, trzeba przejść przez kładkę i drałować dodatkowe 200 metrów.

3. Będzie to druga (po 141 od 1 marca) linia, która zniknie z bardzo uczęszczanego ciągu ulic Dolina Słuzewiecka - Nowoursynowska - Wałbrzyska - Al. Lotników - Al. Wilanowska. Zostanie tam tylko 189 i (jedynie w dni powszednie) 401.

A przy okazji - 505 wcale nie było puste, gdy robiłem to zdjęcie. Kolejną zmianą (tak, to jeszcze nie koniec cięć na Mokotowie) jest "zamiana" końcówkami linii 182 i 382. Bilans zysków i strat:

1. Dworzec Zachodni i okolice ul. Kopińskiej zyskują soboty i niedziele dodatkowe połączenie z trasą Łazienkowską i tzw. Pragą Południe (poza juz istniejącymi 187 i 523).

2. Górny Mokotów traci w soboty i niedziele połączenie przez Słuzewiec Poprzemysłowy i ul. 17 Stycznia z Okęciem (duża pętla, z której odjeżdżają linie do Ikei, Maximusa itp.)

3. Osiedle przy Spartańskiej i Etiudy Rewolucyjnej traci w soboty i niedziele połączenie z metrem Wierzbno - zostaje tam jedynie 218 i 222. To już drugi autobus, jaki znika z Woronicza na zachód od Wołoskiej - pierwszym (we wszystkie dni tygodnia) jest 107.

Warszawiacy! Przesiadajcie się!

Nie zapominamy też o Dolnym Mokotowie. Linia 422 zostaje przesunięta z Wilanowa - Powsińskiej - Czerniakowskiej - Gagarina do tzw. Miasteczka Wilanów przez Sobieskiego. Mieszkańcy pierwszej trasy nie dostają w zamian... nic.

PODSUMOWUJĄC:

1. Liczba połączeń międzydzielnicowych maleje.

2. Liczba połączeń wewnątrzdzielnicowych tez maleje.

3. Przesiadki, do których tak usilnie nakłania nas ZTM (i które są coraz częstszą koniecznością) stają się coraz bardziej niewygodne.

To tyle. Kupiłbym sobie samochód, ale nie mam gdzie go parkować, a "po buracku" nie zamierzam. Za tydzień-dwa zaczynam regularnie WSZĘDZIE jeździć rowerem. Po ulicach, bo stan dróg rowerowych w Warszawie woła o pomstę do nieba.

H_Piotr.

PS. Dla tych, którzy doczytali do końca, w nagrodę druga część filmiku o obiektywnych trudnościach sprzed 40 lat:




środa, 10 listopada 2010

ZTM WPROWADZA ZMIANY W KOMUNIKACJI MIEJSKIEJ...

... nie, to nie nowość. Ale tym razem chodzi o zmiany dnia 11 listopada związane z biegami, marszami, marszobiegami, skokami przez płotki, składaniem wieńców, mówieniem przemów, śpiewaniem pieśni, klaskaniem i ogólnie - radowaniem się, ze to juz 92 lata minęły, jakeśmy wygonili Niemców z Warszawy*.

Róznorakie juz bywały objazdy tramwajowe w Warszawie - były juz trasy w kształcie litery "U" ("piętnastka" z Huty na Piaski przez Mickiewicza, Stawki, Broniewskiego), były juz trasy rozdzielone na dwie części, jak dzdzownica na podwórku (nie pamiętam w tej chwili, która linia, ale na pewno coś takiego było), były trasy w kształcie łamanych zamkniętych wzajemnie się dopełniających (33 zgodnie z ruchem wskazówek zegara, 35 przeciwnie do wskazówek albo na odwrót).

Były juz objazdy, objazdy objazdów, a nawet pewnie i objazdy objazdów objazdów, ale TEGO jeszcze nie grali:

Jutro szesnastka będzie robiła ósemki.

Nie, nie będą to tańce na lodzie ani tym bardziej rozmnazanie gatunkowe stopiątek z trzynastkami.

Trasa szesnastki będzie wiodła z pętli Ratuszowa-ZOO przez Jagiellońską, most Gdański, Słomińskiego, Międzyparkową, Andersa, Marszałkowską, Puławską, Woronicza, Wołoską, Boboli, Rakowiecką, Aleje Niepodległości, Chałubińskiego, Aleję Jana Pawla II, Aleję Solidarności, most Sląsko-Dąbrowski, Aleję Solidarności, Targową, Ratuszową do pętli.

Ósemki, piruety i telemark.

Chyba się przejadę, by pozwiedzać Warszawę z okien tramwaju.
H_Piotr.

* - warto wiedzieć, ze chociaz przez 100 lat w Warszawie stacjonowały wojska rosyjskie, to w 1918 wygoniliśmy Niemców

niedziela, 24 października 2010

III EDYCJA KONKURSU "E-WARSZAWIACY CZYLI SYRENKA W SIECI" I NAGRODA

Jak możecie przeczytać tutaj, dostałem nagrodę w III edycji konkursu "E-Warszawiacy czyli syrenka w sieci" za mój blog "Fenomen Warszawy". Łączyło się to oczywiście z nagrodą. Dyplom, książki o Warszawie, breloczek, koszulka, a nawet chlebowy jelonek nie byłyby jednak warte wzmianki, gdyby nie ostatni z eksponatów.

Jest to "pamiątka z Płocka", w którym to Płocku byłem tydzień temu, o czym pisałem tutaj, a gdzie nie miałem okazji kupić pamiątki. Widać pamiątka przyszła do mnie. Ale nie byle jaka pamiątka - drewniany herb Płocka wyprodukowany w Poznaniu w 1989 roku.


Oczywiście bardzo cieszę się zarówno z faktu uhonorowania mojego bloga, jak i z nagród :)

H_Piotr.

PS. Tak, wiem, jestem zgryźliwy :)

piątek, 20 sierpnia 2010

GŁUPOTKI - SIEĆ KOMÓRKOWA

Pomyślałby kto, ze u "prywaciarza" lepiej.

Od kilku dni mój telefon komórkowy nie działa... To znaczy działa, ale tylko wtedy kiedy sam chce. Nie łapie zasięgu, więc jak ktoś do mnie dzwoni, to dostaje komunikat, ze "abonent jest czasowo..." Dopiero kiedy ja zadzwonię, to mój telefon melduje się w sieci i wtedy juz do końca dnia jest dobrze. Dziwna sprawa... Dziś poszedłem do punktu sieci komókowej, by wyjaśnić tę sprawę.

Pani poprosiła mnie o wyjęcie karty SIM, wzięła ją i poprosiła mnie o podanie PIN-u. Que? Po co? No, ale podałem, bo przeciez i tak nic bym nie wskórał. Pani poszła na zaplecze, wróciła z kartą po paru minutach i stwierdziła, ze karta wygląda na sprawną, ale mimo to zaproponowała wymianę karty SIM na nową, bo "mimo, ze pokazało się, ze wszystko jest OK, to czasem nie jest OK". Podziękowałem za zmianę karty SIM i jednocześnie zaproponowałem, ze moze Pani w ramach sprawdzenia mojego telefonyu zadzwoni do mnie - oczywiście teraz mój telefon działał.

Pytania, które się nasuwają:
1. Po co istnieje coś takiego, jak PIN, skoro do kazdej naprawy muszę go podawać pracownikowi sieci? (juz kiedys musiałem podawać w innej sprawie)
2. Po co sprawdzać kartę SIM, skoro i tak "czasem pokazuje, ze jest OK, chociaz nie jest OK"?
3. Jaki jest sens próby rozwiązania problemu w sposób, który i tak z góry jest skazany na porazkę?

Jedyny plus tej sprawy jest taki, ze nie jestem niepokojony telefonami :)

H_Piotr.