Pokazywanie postów oznaczonych etykietą głupotki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą głupotki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 grudnia 2011

ZAGADNIENIE BRAM DEBRECZYŃSKICH

Do kampusu, w którym mieszkam, prowadzą dwie bramy samochodowo-piesze i dwie furtki tylko dla pieszych. Jedna z bram jest stale zamknięta - tylko furtka koło niej jest otwarta.

Na weekendy zamykane są wszystkie furtki poza jedną (tą obok drugiej bramy samochodowej). Nawet nie naraz - ta przy głównym budynku wykładowym zamykana jest już w sobotę rano, a ta przy akademiku oraz furtka przy drugiej bramie dopiero w niedzielę rano. Wszystkie trzy otwierane są w niedzielę wieczorem lub poniedziałek wczesnym rankiem.

Jakiś pracownik co tydzień musi przejść przez cały teren trzykrotnie, pozamykać, pootwierać, a i tak zawsze da się i wejść i wjechać Studenci muszą jednak nadkładać drogi idąc do sklepu, "do miasta", czy dokądkolwiek.

Nie rozumiem.

H_Piotr.


piątek, 11 listopada 2011

A JEDNAK WARSZAWA JEST PIĘKNA - OTO DOWÓD

W Warszawie w kasach przy kupnie biletu dają sam kwitek. Na Węgrzech natomiast dodają taka oto kopertę, coby się bilet przed podróżą i podczas niej nie zniszczył.
Co możemy przeczytać na kopercie:
"Bezpośrednie połączenia z najpiękniejszymi miastami Europy.
Wenecja, Monachium, Drezno, Berlin, Wiedeń, Braszów, Bukareszt.
Od 13 euro Wiedeń,
od 15 euro Belgrad
od 19 euro Praga [Czeska - przyp. H_Piotr], Graz, Braszów
od 29 euro Wenecja, Monachium, Drezno, Berlin, Warszawa, Ljubljana, Bukareszt
od 39 euro Zürich, Hamburg*, Kolonia*, Kraków
* z przesiadką w Wiedniu"

A więc:
1. Warszawa została przez MÁV (Węgierskie Koleje Państwowe) zaliczona do grona szesnastu najpiękniejszych miast Europy.
2. Bezpośrednie połączenie może się odbywać z przesiadką w Wiedniu.
3. Bilet do Krakowa leżącego o 300 km bliżej Budapesztu, niż Warszawa, jest droższy o 10 euro od biletu do Warszawy.

H_Piotr.

poniedziałek, 17 października 2011

FÜLBEVALÓ, CZYLI COŚ DO UCHA

Dzisiaj bezzdjęciowo - o fenomenie męskich kolczyków.

Na Węgrzech całe tabuny mężczyzn noszą kolczyki. Niezależnie od wieku - od ok. 14 lat do ok. 60 lat. Czasem dwa kolczyki, częściej jeden. Co to oznacza? Wiecie może? Zapytałem jednego znajomego Węgra (bez kolczyka) i powiedział mi, że facet z kolczykiem to pewnie gej. Ale czy naprawdę na Węgrzech jest aż tylu gejów, którzy pragną powiedzieć całemu światu o swojej orientacji właśnie w ten sposób?

Mężczyźni tu też (choć nie zawsze) na pożegnanie całują się w policzek. Nie ma to chyba nic wspólnego z preferencjami, bo robią tak też ci, którzy przyszli ze swoimi dziewczynami/żonami. Chyba, że to wszystko przykrywka...

H_Piotr.

piątek, 7 października 2011

POGODA ZAWSZE BYŁA RACZEJ PRZECIW NAM

Jestem w Debreczynie od miesiąca. Do tej pory nie spadła kropla deszczu, cały czas było słonecznie i wpierw upalnie, potem ciepło.

Akurat gdy planuję na jutro jechać do Budapesztu, dziś wieczorem rozpadał się deszcz.

H_Piotr.

czwartek, 6 października 2011

WYBORY 2011 - JA JUŻ JESTEM PO...

Opowiem Wam dziś, jak to się stało, że już zagłosowałem, choć piszę to w czwartek, 6 października.

Przed wyjazdem na Węgry udałem się do urzędu dzielnicy po niniejsze zaświadczenie, że mogę głosować poza moją komisją obwodową. Jednak, jak to mówią, nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu.
Jako, że mieszkam a Debreczynie, czyli ponad 200 km od Budapesztu - jedynego miasta na Węgrzech, w którym istnieje komisja wyborcza - musiałbym z tym zaświadczeniem jechać tam. Napisałem więc maila do ambasady polskiej, że chcę zagłosować korespondencyjnie. Napisałem 21 września w środę. Odpisali mi 26 w poniedziałek, że owszem, mogę zagłosować korespondencyjnie, ale tylko jeśli odeślę im oryginał tego zaświadczenia w trybie reklamacji i zdążę z tym do czwartku, 29 września. Zaraz po tym miła pani z ambasady również zadzwoniła do mnie, aby potwierdzić to, co przed chwilą napisała w mailu.
okazało się, że po prostu nie powinienem był iść po to zaświadczenie, a dopiero na Węgrzech zapisać się przez internet do korespondencyjnego głosowania.

Nie pozostało mi nic innego, jak pobiec na pocztę jeszcze tego samego dnia po południu (na szczęście poczta koło mnie jest otwarta do 19.00, co nie jest na Węgrzech takie oczywiste) i wysłać zaświadczenie do Budapesztu licząc, że dojdzie w 3 dni. Gdyby nie doszło, czekałaby mnie przymusowa wycieczka do Budapesztu w najbliższą niedzielę.

Doszło nawet w 2 dni, bo już w czwartek otrzymałem list z kartami do głosowania. Uff, wpadka zażegnana:

Żeby było śmieszniej, list czekał na mnie w recepcji sąsiedniego akademika, gdzie recepcjonista, który mnie nie zna nawet z widzenia, wydał mi go na nazwisko - bez pokazywania żadnego dowodu. Mógłby go więc odebrać każdy, komu nieopatrznie wyjawiłbym, że czekam na list z polskiej ambasady.
Uwieczniłem wiekopomną chwilę otwierania koperty:
Oto cały zestaw:
Nazwiska skreślałem siedząc przy biurku przed komputerem i popijając piwko ;)
Tak, jak wszyscy głosujący za granicą, głosowałem na kandydatów startujących z Warszawy, a konkretnie to do senatu z okręgu nr 44. (Śródmieście, Białołęka, Bielany, Żoliborz) zamiast mojego "macierzystego" okręgu nr 43. Do sejmu natomiast miałem tę samą kartę, jaką dostałbym głosując w Warszawie. Tak to się ma do znanego twierdzenia, jakoby "Warszawa była blisko władzy".

Warszawiakom "wpychają się do urny" setki tysięcy ludzi siedzących w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Niemczech i wszędzie indziej na świecie.

Jeszcze tylko podpis, że głos oddałem osobiście i że się z nim zgadzam i ładujemy wszystko do koperty.

Łącznie głosowanie kosztowało mnie dwukrotne pójście na pocztę oraz 775 forintów (dwa polecone priorytetowe listy do Budapesztu).

H_Piotr.

PS. Jest jeszcze jeden ogromny plus bycia przed wyborami za granicą - ominęła mnie "kampania" wyborcza w mediach.

wtorek, 27 września 2011

WĘGRY, DEBRECZYN - PRZYJAZD

Ostatnia przerwa we wpisach spowodowana była moim wyjazdem na Węgry, do Debreczyna. Piszę nie dlatego, że wróciłem (bo nie wróciłem), ale dlatego, że pobyt na Węgrzech przez najbliższe 5 miesięcy nie jest żadnym powodem do braku wynurzeń - ba, jest wręcz świetnym powodem do następnych. Od teraz mniej więcej co drugi wpis będzie na temat Debreczyna, Węgier i Węgrów.

Do Debreczyna przyjechałem pociągiem. Wysiadłem na stacji i oto, czym mnie Debreczyn powitał:
Z jednej strony to dobrze, że ostrzegają przed kieszonkowcami, ale z drugiej... No właśnie, pierwsze wrażenie się liczy, a moje pierwsze było takie, że tu kradną.
Jak na razie nikt mnie tu nie okradł.
Stej tjuned,
H_Piotr.

niedziela, 10 lipca 2011

PARK FONTANN - RECENZJA Z POKAZU

Rzadko piszę recenzje, ale jak już, to od razu na dwóch blogach. Ta będzie ściśle związana z Warszawą.

Wczoraj wybrałem się na pokaz fontann na skwerze im. I Dywizji Pancernej. Nie słyszeliście o takim? Nic nie szkodzi. Chodzi o skwer u podnóża skarpy wiślanej na wysokości Nowego Miasta.

Fontanny były drogie, miały być świetną rozrywką dla ludu. No i są.

A teraz w podpunktach (bo tak szybciej i klarowniej) wyłuszczę plusy i minusy nowomiejskich podskarpianych fontann.

Plusy:
1. Dobrze, że są. Choć widać, że popyt na nie jest tak duży zarówno w dzień, jak i wieczorem przy pokazach, że powinny taki stać chyba w każdej dzielnicy.
2. Są w niezłym miejscu. Z jednej strony w Śródmieściu, a z drugiej w dość spokojnym miejscu.
3. Naprawdę sprawdzają się w ciągu dnia.

I to chyba koniec plusów. Minusy dzielą się na te związane z umiejscowieniem, wykonaniem itp. oraz na te bezpośrednio związane z programem "artystycznym":
1. Główny zarzut, z którego wynika wiele innych to taki, że pomysłodawcy i projektanci nie przewidzieli, że fontanny staną się tak popularne.
2. Pokaz pierwotnie był tylko raz w tygodniu. teraz jest dwa razy - w piątki o soboty o 21.30. A czemu w czasie wakacji nie jest codziennie?
3. Z powodu takiego, a nie innego umiejscowienia fontanny i niewycięcia części drzew (co oczywiście samo w sobie jest bardzo dobre) niewiele jest miejsc, z których fontannę naprawdę dobrze widać.
4. Mimo, że to teren otwarty, to tak naprawdę są tylko 3 wejścia - od południa, od północy i z góry skarpy po schodach. To samo z wyjściami po skończonym pokazie.
5. Zupełnie nierozwiązana kwestia parkingowa. Obecnie i tak ponoć jest lepiej, niż miesiąc temu, bo wtedy kierowcy wjeżdżali prosto do parku i parkowali na trawie. Teraz "jedynie" obstawili wszelkie chodniki (nawet tam, gdzie stoją znaki zakazu zatrzymywania), a przejeżdżający Wisłostradą spowodowali korek gapiąc się na pokaz. Stały tam co prawda dwa radiowozy, ale policjanci nic nie zrobili (albo to, co robili było nieudolne). Strażników miejskich wlepiających mandaty nieprawidłowo parkującym kierowcom nie uświadczyłem.
6. Tłumy były tak niemiłosierne, że przychodząc godzinę przed pokazem ledwo udało mi się zająć miejsce, z którego dobrze wszystko widziałem. Oczywiście nie jest to wada samych fontann, ale łączy się z punktem nr 2.
7. Fatalne nagłośnienie. Zaprojektowane chyba pod pokaz dla 300 ludzi, a nie dla 3000. W dodatku jakiś debil w samochodzie stanął na prawym pasie Wisłostrady na cały pokaz z włączonym umcyk-umcyk i policjanci oczywiście nic mu nie zrobili. Jego łupanina było dużo głośniejsza od muzyki z pokazu. Czasem o tyle, że nie mogłem rozpoznać melodii.

8. Sam pokaz był NIEMIŁOSIERNIE NUDNY I NIECIEKAWY.
Pod "Mam tak samo, jak Ty..." szły filmiki przedstawiające Warszawę - zbiór przypadkowych ujęć pokazujących przejeżdżające samochody i przechodzących pieszych. Cykl "Legendy warszawskie" stanowił zbiór laserowych nieruchomych obrazków zmieniających się na tyle szybko, że niektórych z nich nie rozszyfrowałem. Przez cały ten czas fontanny były WYŁĄCZONE, a filmiki i obrazki wyświetlane na wodnej mgiełce.
Jedyne ciekawe fragmenty, to te, w których rzeczywiście fontanna "tańczyła" i "mrugała" w takt muzyki. A były to dwa utwory - walc z "Nocy i dni" oraz nierozpoznana przez mnie melodia zagłuszona przez łupaninę drechola. Ta najciekawsza część trwała jakieś 6 minut...

9. Pokaz był stanowczo za krótki - trwał jedynie 23 minuty (co w kontekście nudy i beznadziei może być paradoksalnie atutem).

10. Jak już opisałem szerzej w punkcie 8. - obecny pokaz nie wykorzystuje możliwości technicznych fontanny. Czyli są to pieniądze wyrzucone w błoto.

11. raz się zaśmialiśmy na cały głos (aż ktoś nas uciszał) - kiedy "Legendę o Bazyliszku" przetłumaczono na angielski jako "The legend of the Basilisk".

12. Połowa ludzi widziała wszystkie laserowe wyświetlanki w lustrzanym odbiciu. Nie przeszkadza to zbytnio przy obrazkach, ale gdy pojawiał się tekst, to tak. Zaś część ludzi, którzy nieopatrznie usiedli w "złym" miejscu, laserowych wyświetlanek nie widziała w ogóle.
Podsumowując:
Jestem mocno rozczarowany wieczornym pokazem. Dużo lepszy i ciekawszy widziałem dwa lata temu w dwudziestopięciotysięcznym Wągrowcu w Wielkopolsce. Nie mam poczucia straconego czasu tylko z powodu miłego towarzystwa i krótkiego czasu trwania tej pomyłki. Szczerze odradzam pójście tam wieczorem. Dopóki nie zmienią programu pokazu, nie wrócę. Natomiast sama fontanna spełnia swoje zadanie w ciągu dnia. Ale widać, jak Warszawa jest w tym temacie zaniedbana - były tam tłumy z chyba całej Warszawy. Każda dzielnica powinna mieć po takiej fontannie.

H_Piotr.
PS. Taki sam tekst wrzucam na mój drugi blog - Fenomen Warszawy. Tu bardziej pasuje tematycznie, ale tam może dotrze do większej liczby czytelników. Bo ja naprawdę szczerze odradzam wybieranie się na ten pokaz.

czwartek, 3 lutego 2011

poniedziałek, 3 stycznia 2011

GRUDNIOWY KRAKÓW

W grudniu ubiegłego juz roku (jak to dumnie brzmi) odwiedziłem Stołeczne Królewskie Miasto Kraków. Pojechałem tam pociągiem PKP, który o dziwo, dowiózł mnie na miejsce o czasie, bez tłoku i w cieple.
Kraków przywitał mnie hotelem: Na szczęście w środku hotel prezentuje się znacznie lepiej, a poza tym tuz obok stoi całodobowy hipermarket :) W hotelowych pokojach kroluje sztuka:
Nie brak i warszawskich akcentów:
No, ale nie pojechałem tam siedzieć w pokoju, tylko zwiedzać kościoły. Pieknym barokowym kościołem jest kościół p.w. śś. Piotra i Pawła przy ul. Grodzkiej (to ten po lewej, po prawej kościół św. Andrzeja):



Przy okazji mozemy wyczytać, ze ksiądzx Piotr Skarga pochodził z Mazowsza. A tego, ze konkretnie z Grójca, to juz nie napisali.

A to juz kościół ojców Misjonarzy przy ul. Stradomskiej (chwilowo nie pamiętam wezwania). Ten sam zakon ma w Warszawie kościół św. Krzyża przy (nomen omen) Krakowskim Przedmieściu.

Kulturka
Wiekowy zamek od wiekowych odrzwi:

A to juz wspomniany wcześniej, romański kościół p.w. św. Andrzeja. Że co, ze nie jest romański? Oj tam, oj tam, z zewnątrz jest.
Ambonę w kształcie łodzi znamy tez z warszawskiego kościoła sióstr Wizytek.
Kazimierz znany jest z synagog i knajp, ale stoi tam tez kilka pięknych zabytkowych kościołów. Tu na przykład kościół św. Katarzyny ojców Augustianów. Kościół św. Marcina przy Piwnej w Warszawie tez nalezał do tego zakonu, zanim car im go nie zabrał...
No, ale pora ruszyć stare kości z Krakowa do Wieliczki. Nie, nie do kopalni. To juz widziałem. Postanowiłem nietypowo zwiedzić miasto. W środku Wieliczki stoi kościół św. Wacława:
Niczego sobie:


Jezdząc tramwajami po magicznym Krakowie mozna czasem przenieść się niechcący do innego świata.
Mozna tez kupić w automacie z Janem Pawłem II...
Nie,nie kremówkę. Medalik.

A potem na dziedzińcu Kurii Metropolitalnej słit focia z najstarszym na świecie pomnikiem Jana Pawła II (odsłoniętym w 1980 roku):
Baaardzo długi wysięgnik! Mówię serio.
Na szczęście niektórzy jeszcze nie zgubili słownika ortograficznego.
A oto DJABEŁ:


Tablica głosi, ze:
EZ AZ ÉPÜLET ADOTT OTTHONT
A XV ÉS XVI SZÁZADBAN
KRAKKÓBAN TANULÓ MAGYAR
DIAKOKNAK, AKIK A MAGYAR
KULTURA DICSŐSÉGÉRE
HAZAJUK JAVÁRA LENGYEL
FÖLDÖN GYARAPITOTTAK
ISMERETEIKET A NAGY HIRÜ
JAGELLO EGYETEMENT
czyli po naszemu:
BUDYNEK TEN STAŁ SIĘ DOMEM
DLA WĘGIERSKICH ŻAKÓW
STUDIUJĄCYCH W KRAKOWIE
W XV I XVI WIEKU, KTÓRZY NA
POLSKIEJ ZIEMI KU CHWALE
WĘGIERSKIEJ KULTURY, DLA
DOBRA OJCZYZNY
POWIĘKSZALI SWE WIADOMO-
ŚCI NA WIELKIEJ SŁAWY
UNIWERSYTECIE
JAGIELLOŃSKIM
Przegadane? Gdziezby! Po prostu podkreślone, ze właśnie tu mieszkali i studiowali :)
Podróba Sphinksa? Nie wiem, nie jadłem tam.

Sukiennice nas zapraszają po remoncie. Po raz pierwszy w zyciu nie zrobiły na mnie negatywnego wrazenia, choć do pozytywnego było jeszcze daleko.

Jeden z najznamienitszych gotyckich zabytków w Polsce czyli kościół mariacki...
... i jego ołtarz główny produkcji Veita Stossa.

Właściwie, to nie wiem dokładnie, co to jest, ale ładne:
Z racji dwusetnych urodzin Wielkiego Polaka (i Wielkiego Warszawiaka) Fryderyka Chopina, Kraków równiez postanowił to jakoś uczcić, umieszczając takie gustowne plakaty w całym mieście:

Pytanie za 100 pkt. - to kobieta czy męzczyzna? Z tym pytaniem Was zostawiam. Ja po weekendzie spędzonym w grodzie Kraka czułem się jak po wizycie w Centrum Sztuki Współczesnej.
H_Piotr.
PS. Wracałem samochodem 7.5 godzinuy (!) dzięki czemu, gdy wchodziłem do domu, czułem się juz prawie jak po wizycie w Galerii Porczyńskich.

wtorek, 21 grudnia 2010

XXXVIII AKCJA GTWB "PRZYCUPNIĘTE NA UBOCZU" - GALERIA SZTUKI ŚWIATOWEJ

Sztuka światowa wreszcie trafiła tam, gdzie jej miejsce - do śmietnika.
Galeria działała od zesłego roku do listopada, kiedy to spłonęła. Ogień zaprószyli prawdopodobnie miłośnicy sztuki światowej i mocnych alkoholi szukający schronienia przed atakiem zimy.
H_Piotr.

środa, 10 listopada 2010

ZTM WPROWADZA ZMIANY W KOMUNIKACJI MIEJSKIEJ...

... nie, to nie nowość. Ale tym razem chodzi o zmiany dnia 11 listopada związane z biegami, marszami, marszobiegami, skokami przez płotki, składaniem wieńców, mówieniem przemów, śpiewaniem pieśni, klaskaniem i ogólnie - radowaniem się, ze to juz 92 lata minęły, jakeśmy wygonili Niemców z Warszawy*.

Róznorakie juz bywały objazdy tramwajowe w Warszawie - były juz trasy w kształcie litery "U" ("piętnastka" z Huty na Piaski przez Mickiewicza, Stawki, Broniewskiego), były juz trasy rozdzielone na dwie części, jak dzdzownica na podwórku (nie pamiętam w tej chwili, która linia, ale na pewno coś takiego było), były trasy w kształcie łamanych zamkniętych wzajemnie się dopełniających (33 zgodnie z ruchem wskazówek zegara, 35 przeciwnie do wskazówek albo na odwrót).

Były juz objazdy, objazdy objazdów, a nawet pewnie i objazdy objazdów objazdów, ale TEGO jeszcze nie grali:

Jutro szesnastka będzie robiła ósemki.

Nie, nie będą to tańce na lodzie ani tym bardziej rozmnazanie gatunkowe stopiątek z trzynastkami.

Trasa szesnastki będzie wiodła z pętli Ratuszowa-ZOO przez Jagiellońską, most Gdański, Słomińskiego, Międzyparkową, Andersa, Marszałkowską, Puławską, Woronicza, Wołoską, Boboli, Rakowiecką, Aleje Niepodległości, Chałubińskiego, Aleję Jana Pawla II, Aleję Solidarności, most Sląsko-Dąbrowski, Aleję Solidarności, Targową, Ratuszową do pętli.

Ósemki, piruety i telemark.

Chyba się przejadę, by pozwiedzać Warszawę z okien tramwaju.
H_Piotr.

* - warto wiedzieć, ze chociaz przez 100 lat w Warszawie stacjonowały wojska rosyjskie, to w 1918 wygoniliśmy Niemców

niedziela, 24 października 2010

III EDYCJA KONKURSU "E-WARSZAWIACY CZYLI SYRENKA W SIECI" I NAGRODA

Jak możecie przeczytać tutaj, dostałem nagrodę w III edycji konkursu "E-Warszawiacy czyli syrenka w sieci" za mój blog "Fenomen Warszawy". Łączyło się to oczywiście z nagrodą. Dyplom, książki o Warszawie, breloczek, koszulka, a nawet chlebowy jelonek nie byłyby jednak warte wzmianki, gdyby nie ostatni z eksponatów.

Jest to "pamiątka z Płocka", w którym to Płocku byłem tydzień temu, o czym pisałem tutaj, a gdzie nie miałem okazji kupić pamiątki. Widać pamiątka przyszła do mnie. Ale nie byle jaka pamiątka - drewniany herb Płocka wyprodukowany w Poznaniu w 1989 roku.


Oczywiście bardzo cieszę się zarówno z faktu uhonorowania mojego bloga, jak i z nagród :)

H_Piotr.

PS. Tak, wiem, jestem zgryźliwy :)